Obaj przez chwilę wpatrywali się w niebo.

— Może zostało mi z wczoraj trochę lodów miodowych… Sierżant Colon spojrzał na wóz.

— Coś podobnego, panie Jolson! — zawołał tonem absolutnego zdumienia. — Jakiś wyjątkowy tępak założył klamrę na pańskie koło! Zaraz się tym zajmiemy.

Wyjął zza pasa dwie okrągłe łopatki pomalowane na biało, spojrzał na wieżę semaforową komendy Straży Miejskiej, wystającą ponad dachem starej fabryki lemoniady, odczekał, aż dyżurny gargulec da mu sygnał, po czym z niejaką werwą i entuzjazmem zaczął odgrywać człowieka o sztywnych rękach, grającego dwie partie tenisa stołowego równocześnie.

— Patrol zjawi się tu lada chwila… Aha, popatrz tylko…

Kawałek dalej na ulicy dwa trolle starannie zakładały blokadę na koło wozu z sianem. Po minucie czy dwóch jeden spojrzał przypadkiem na wieżę komendy, szturchnął kolegę, wyjął własne dwie łopatki i — z nieco mniejszym zapałem niż Colon — wysłał sygnał. Kiedy otrzymał odpowiedź, trolle rozejrzały się, zauważyły Colona i ruszyły w jego stronę.

— Ta-dam! — zawołał z dumą sierżant.

— Niezwykła jest ta nowa technologia — przyznał z podziwem Cał Jolson. — A przecież musieli być… ile? Ze dwadzieścia, trzydzieści sążni stąd.

— Zgadza się, Gał. W dawnych czasach musiałbym gwizdać. A teraz zjawią się tutaj, wiedząc już, że to ja ich wzywam.

— Inaczej musieliby spojrzeć i zobaczyć, że to ty.

— No tak… — przyznał Colon świadomy, że to, co zaszło, może nie być najjaśniejszym promieniem światła w świcie rewolucji komunikacyjnej. — Oczywiście, to by działało tak samo dobrze, gdyby byli wiele ulic stąd. Albo nawet po drugiej stronie miasta. A gdybym kazał gargulcowi, żeby, jak to określamy, „rzucił” wiadomość na „dużą” wieżę nad Tumpem, za parę minut odebraliby wszystko w Sto Lat.

— A to przecież dwadzieścia mil.

— Co najmniej.

— Niezwykłe, Fred.

— Czasy się zmieniają, Cał — stwierdził Colon, gdy trolle dotarły na miejsce. — Funkcjonariusz Czert, kto wam kazał założyć blokadę na wóz mojego przyjaciela? — zapytał groźnie.



5 из 329