— Wiesz co? — ciągnął Eb. — Też o tym pomyślałem. Mówię mu: „Słuchaj pan, mam sprzedawać ten samochód, ale niby jak właściwie mam to robić, jeśli wy go w ogóle nie reklamujecie? Jak go mogę sprzedawać, skoro nikt nawet nie wie, że on istnieje?” A facet odpowiedział, że samochód jest tak rewelacyjny, że każdy będzie przekazywać znajomym informację o nim. Powiedział też, że nie ma takiej reklamy, która pobiłaby pocztę pantoflową. A oni wolą zaoszczędzić pieniądze i w ten sposób obniżyć cenę samochodu. Przecież konsument nie powinien płacić za koszty kampanii reklamowej.

— Nic z tego nie rozumiem.

— Rzeczywiście, to wszystko jest aż za piękne, żeby mogło być prawdziwe — przyznał Eb. — Firma, która produkuje samochody, na pewno nie traci na tym pieniędzy. Przecież musieliby być wariatami. A jeśli nie tracą, dopiero teraz można zobaczyć, ile zarabiały dotąd wszystkie inne firmy samochodowe. Dwa czy trzy tysiące za kupę złomu, która rozpada się po pierwszej jeździe. Aż mnie ciarki przechodzą, kiedy pomyślę, jaką forsę na tym zbili.

— Jak dostarczą ci auta, przyjdę na nie rzucić okiem stwierdził Vickers. — Może rzeczywiście kupię sobie taki.

— Nie ma sprawy — zgodził się Eb. — Mówiłeś chyba, że jedziesz do miasta?

Vickers potaknął ruchem głowy.

— Zaraz powinien przyjechać autobus — oznajmił Eb. Złapiesz go na rogu. Za parę godzin będziesz na miejscu. Ci kierowcy potrafią docisnąć gaz do dechy.

— Rzeczywiście, mogę pojechać autobusem. Dziwne, że o tym nie pomyślałem.

— Przykro mi z powodu samochodu — dodał jeszcze Eb. Gdybym wiedział, że będzie ci potrzebny, naprawiłbym go. Nie ma z nim wiele roboty. Ale chciałem zobaczyć, co powiesz o nowym samochodzie, zanim przedstawię ci rachunek za naprawę twojego starego.



10 из 211