Specjalista O’Neal sięgnął do kieszeni plecaka i triumfalnie wyjął klucz nasadowy o ośmiocalowym ramieniu.

— Powodzenia — parsknął śmiechem Reynolds. — Śruby przykręcano kluczem udarowym.

Grymas uśmiechu na chwilę rozjaśnił chmurną twarz O’Neala. Zimna woda wsiąkła w materiał jego munduru, kiedy klęknął w błocie, wyregulował klucz i przytknął do śruby. Wziął głęboki wdech i wypuścił powietrze z głośnym sapnięciem. Jego ręka przesunęła się do przodu jak prasa mechaniczna, a śruba obluzowała się z piskiem naprężanej stali.

— Mistrzem jest ten — powiedział, rozluźniając mięśnie i powoli wypuszczając z płuc resztę powietrza — kto się stara najlepiej jak umie.

Znowu splunął, zręcznie odkręcił śrubę i zajął się następną.

Twarz pułkownika zachmurzyła się, ale w jego zazwyczaj zimnych oczach można było dostrzec błysk. Odwrócił się, żeby nikt tego nie widział, i mrugnął do sierżanta. Znaleźli nowego kierowcę.


* * *

— Siemanko, Mike? — zapytał generał Horner, kiedy zbliżająca się postać przerwała mu tok wspomnień.

Mike schował pod pachę pudełko cygar i uścisnął dłoń.

— W porządku, sir, w porządku. Co u żony i dzieci?

— Wszystko dobrze. Nie uwierzyłbyś, jak dzieciaki urosły. A co u Sharon i dziewczynek? — zapytał.

Zauważył w przelocie, że były żołnierz nic nie stracił ze swojej muskulatury. Ściskał dłoń jak dobrze naoliwione imadło. Jeżeli cokolwiek uległo zmianie, to były podoficer rozrósł się jeszcze bardziej. Poruszał się jak miniaturowy czołg. Horner zastanawiał się tylko, czy żołnierz wytrzyma psychiczne obciążenie, na które wkrótce miał być narażony.

— Cóż, u dziewczynek wszystko gra — powiedział O’Neal i skrzywił się. — Sharon jest nieszczególnie zadowolona.

— Wiedziałem, że obojgu wam będzie ciężko — powiedział generał z lekkim uśmiechem. — I myślałem o tym, zanim do ciebie zadzwoniłem. Nie prosiłbym cię, gdyby to nie było ważne.



19 из 389