
— Specjalisto — powiedział surowo pułkownik. — To nie był dobry pomysł. Spróbujmy wymyślić coś bezpieczniejszego, dobra? Naderwanie ścięgna tylko pogorszyłoby sytuację.
Przechylił głowę na bok jak sokół i wpił w żołnierza swoje najbardziej mroźne spojrzenie.
— Tak, sir, domyślałem się, że pan to powie — powiedział specjalista.
Przesunął w ustach odrobinę żutego tytoniu i ostrożnie splunął.
— Sir, z całym należnym szacunkiem — wycedził — każdy cholerny dzień spędzam na pracy z takimi ciężarami.
Podnosiłem już wcześniej dla wprawy jeepy bojowe, jeden nawet kiedyś przewróciłem. Teraz chciałem tylko sprawdzić, czy razem z dodatkowym sprzętem komunikacyjnym jeep nie będzie za ciężki. Poradzimy sobie.
Podniosę go, sierżant wsunie pod spód kłodę, zmienimy koło i już nas nie ma.
Pułkownik przez chwilę patrzył na specjalistę. O’Neal z podobnie chmurnym wyrazem twarzy wykrzywił dolną wargę. Twarz pułkownika na chwilę zachmurzyła się jeszcze bardziej, co było u niego niewątpliwą oznaką rozbawienia. Taktownie nie zapytał, dlaczego to starszy sierżant, a nie kierowca miał wsunąć belkę pod jeepa.
Najwyraźniej O’Neal podzielał jego zdanie o Reynoldsie.
— Macie jakieś imię, O’Neal? — zapytał pułkownik.
— Michael, sir — powiedział specjalista.
Przesunął tytoń w ustach na drugą stronę. Poza tym jednak z jego twarzy nie zniknął wyraz rozdrażnienia.
— Michael czy Mike? — zapytał pułkownik z jeszcze bardziej zachmurzoną miną.
— Mike, sir.
— Ksywa?
— Mocarne Maleństwo — zdradził niechętnie specjalista.
Starszy sierżant zaśmiał się, a twarz pułkownika bardzo się zachmurzyła.
— Cóż, specjalisto O’Neal, z niechęcią wyrażam zgodę na to postępowanie.
— A jak odkręcimy mocowania? — zapytał sierżant.
Zaprzątało to jego myśli bardziej niż kwestia podniesienia jeepa. Na podnośnik nadawało się w razie czego wiele rzeczy, ale brakowało klucza do śrub.
