
— Zgadnij.
Cisza, oddech i znowu dłuższe milczenie.
— Bo stracimy o wiele więcej planet bez ich pomocy?
— Częściowo dlatego. Tirianinie, bez pomocy Ziemian stracimy wszystkie planety.
— Wielki Ghinie, nasze ekspertyzy wykazują, że Posleeni przegrają, jeśli odpowiednio spowolnimy tempo przyrostu ich populacji. Zestarzeją się. Jednak do tego czasu stracilibyśmy jeszcze dwieście planet. To nie do przyjęcia.
— Te ekspertyzy są błędne, tak samo jak i te, które dotyczą Ziemian. Pod koniec tej ery to Ziemianie będą władcami, a Darhelowie staną się rasą wygnańców, żyjących na obrzeżach cywilizacji i zbierających odpadki. A powodem tego będzie twój ziemski projekt.
Tirianin usilnie starał się zapanować nad wyrazem twarzy.
— Ja… kwestionuję tę ekspertyzę, wielki Ghinie.
— To nie jest ekspertyza, młody głupcze, to są fakty.
Na ekranie wizyjnym płonęła kolejna planeta.
1
Norcross, Georgia, Sol III
14:47 czasu wschodniego USA, 16 marca 2001
Michael O’Neal był młodszym konsultantem do spraw sieci w atlanckiej firmie zajmującej się projektowaniem stron internetowych. W praktyce oznaczało to, że spędzał od ośmiu do dwunastu godzin dziennie na pracy z kodem HTML, Java i Perl. Czasem w dziale obsługi klienta potrzebowano kogoś, kto naprawdę orientował się w działaniu systemu, bo wśród klientów znalazł się akurat jakiś inżynier albo zapaleniec komputerowy. W takim przypadku zapraszano Mike’a na spotkanie, na którym siedział cicho, dopóki klient nie zadał jakiegoś trudniejszego pytania.
Wtedy Mike zabierał głos i częstował słuchaczy prawdziwym techno-bełkotem. Miało to przekonać zleceniodawcę, że w firmie pracuje przynajmniej jedna osoba, która interesuje się nim bardziej niż na przykład własną czupryną albo wynikiem gry w golfa. Na koniec konsultant do spraw sprzedaży zabierał klienta na lunch, a Mike wracał do swojego biura.
