
— Trudny: Musicie przekonać kapitana statku, aby zmienił kurs i skierował się na Selm — II. Na orbicie będzie czekał na nas statek operacyjny.
— Może być z tym jakiś problem? — zapytał Brion. — Widzę, że nigdy nie miałeś do czynienia z kapitanem liniowca dalekiego zasięgu. Wszyscy oni są bardzo apodyktyczni. I podczas lotu sami decydują o wszystkim. Nie możemy zmuszać go do zmiany kursu. Możemy go jedynie przekonywać.
— Przekonam go — powiedział Brion. — Podjęliśmy się tej roboty i żaden pilotczyna nie będzie stał nam na drodze!
3. Desperacki plan
Kapitan MLuta mógłby mieć wiele przezwisk, ale nigdy, w najśmielszych nawet wyobrażeniach, nie sądził, by nazwano go pilotczyną. Stał twarzą w twarz z Brionem Branddem. Spoglądali na siebie groźnie. Obaj byli mężczyznami rosłymi, krzepkimi i wysokimi… przy czym kapitan był nawet nieco wyższy. Był tak samo umięśniony jak Brion… i równie wojowniczy. Byli bardzo podobni do siebie, z jednym wyjątkiem: skóra Briona miała kolor opalenizny, kapitana zaś głębokiej czerni.
— Odpowiedź brzmi nie — powiedział kapitan MLuta chłodno, a w głosie jego wyczuwało się rosnącą złość. Proszę opuścić mój mostek!
— Chyba pan mnie dobrze nie zrozumiał, kapitanie. To była moja nieformalna prośba.
— W porządku. Pańska nieformalna prośba została odrzucona!
— Jeszcze nie powiedziałem, dlaczego się z nią do pana zwróciłem…
— I nie będzie pan miał okazji, dopóki będę miał tu coś do powiedzenia. A będę miał. Jestem kapitanem tego statku. Mam załogę, pasażerów i ładunek, za który odpowiadam. A także rozkład lotu. To jest dla mnie najważniejsze. Ze wszystkiego. Już i tak wasi ludzie zakłócili lot, aby umożliwić panu spotkanie z tym człowiekiem. Zgodziłem się na to, ponieważ poinformowano mnie, że to nagły wypadek. Teraz już po wszystkim. Wyjdzie pan sam, czy mam pana wyrzucić?
