Oczywiście, podczas pierwszych kilku dni ta zasada nie była przestrzegana zbyt ściśle — sami zawodnicy byli za bardzo spięci i podekscytowani, by szybko udawać się na spoczynek. Jednak gdy stawka zaczęła rosnąć i eliminacje przerzedziły ich szeregi, po zmroku zapadała głucha cisza, a cóż dopiero tej ostatniej nocy, kiedy zajęte były już tylko dwa małe pokoiki — tysiące innych stały otworem, ziejąc pustką.

Gniewne głosy wyrwały Briona z głębokiego, wywołanego zmęczeniem snu. Słowa były wypowiadane szeptem, ale słyszał je wyraźnie — dwa głosy tuż za cienkimi, metalowymi drzwiami. Ktoś wymówił jego nazwisko.

— …Brion Brandd. Jasne, że nie. Ktokolwiek powiedział ci, że możesz, popełnił błąd, i będą z tego kłopoty…

— Nie bądź idiotą! — uciął szorstko drugi głos, wyraźnie nawykły do wydawania rozkazów. — Przyszedłem tu, ponieważ sprawa jest niezwykłej wagi i muszę się widzieć z Branddem. Zejdź mi z drogi!

— Twenties…

— Ni cholery nie obchodzą mnie wasze zawody, burzliwe oklaski i treningi. Nie byłoby mnie tutaj, gdybym nie miał ważnej sprawy!

Ten drugi — z pewnością jeden ze strażników — nie odezwał się, ale zapewne wyciągnął broń, bo intruz powiedział pospiesznie:

— Schowaj to. Jesteś głupcem!

— Wynocha! — padła warkliwa odpowiedź. Później zapadła cisza i zdziwiony Brion znów zasnął.

— Dziesięć sekund.

Głos uciął wspomnienia i Brion pozwolił, by wróciła mu świadomość. Z niezadowoleniem zdał sobie sprawę z tego, że jest zupełnie wyczerpany. Miesiąc nieustannych zmagań fizycznych i psychicznych wyraźnie dawał mu się we znaki. Trudno mu będzie utrzymać się na nogach, a jeszcze trudniej zebrać siły, żeby walczyć dalej i zdobyć punkt.

— Jak stoimy? — spytał sekundanta, który miętosił jego obolałe mięśnie.

— Cztery-cztery. Żeby wygrać, potrzebujesz tylko jednego punktu.

— Jemu też tylko tyle trzeba — mruknął, otwierając oczy, by spojrzeć na żylastego olbrzyma na drugim końcu długiej maty. Nikt, kto doszedł do finału Zawodów, nie mógł być słabym przeciwnikiem, ale ten, Irlog, był wyjątkowym okazem: rudowłosy wielkolud, najwidoczniej posiadający niespożyty zapas sił. A teraz już tylko to się liczyło. W ostatniej rundzie szermierczego spotkania nie będzie wiele finezji. Tylko sztych i zastawa, i zwycięstwo dla silniejszego.



2 из 160