Grał teraz przeciwko kasynu, dwaj pozostali gracze byli wyraźnie podstawieni, i wokół stołu zbił się ciasny tłum. Po zmiennym początkowo okresie gry, Jason miał cały nieprzerwany ciąg udanych rzutów z pierwszej ręki i kupka złotych monet obok niego wciąż rosła. Ocenił z grubsza, że było w niej blisko miliard kredytów. Kości wciąż padały, jak chciał. Był zlany potem od stóp do głów. Stawiając cały stos żetonów na jeden rzut, sięgnął po kości. Krupier okazał się jednak szybszy.

— Kasyno żąda nowych kości — rzekł bezbarwnym głosem. Jason wyprostował się i wytarł ręce, rad z chwilowej przerwy. Już trzeci raz zmieniano kości, pragnąc przełamać jego szczęśliwą passę. Był to przywilej kasyna. Zimnooki pracownik kasyna otworzył teczkę, tak jak to już przedtem czynił, i wyjął parę nowych kości. Zdarłszy z nich plastykową powłokę, cisnął je przez stół do Jasona. Upadły tworząc siódemkę i Jason uśmiechnął się.

Kiedy je wziął do ręki, uśmiech zwolna spełzł mu z twarzy. Kości były przezroczyste, starannie wykonane, równo wyważone i… szachrajskie.

Pigmentem kropek na pięciu ściankach każdej kostki był stop jakiegoś ciężkiego metalu, prawdopodobnie ołowiu. Szósta ścianka zawierała związek żelaza. Takie kości toczą się normalnie, póki nie natrafią na pole magnetyczne — co oznaczało, że cała powierzchnia stołu mogła być magnetyzowana. Jason nigdy by tego nie spostrzegł, gdyby nie „szósty zmysł”.

Potrząsając kośćmi, rozejrzał się po stole. Znalazł, czego szukał. Popielniczkę z magnesem w dnie, aby trzymała się metalowego stołu. Przestał potrząsać kośćmi, spojrzał na nie kpiąco i chwycił popielniczkę. Przyłożył kości do dna popielniczki.

Gdy uniósł popielniczkę do góry, z ust wszystkich zebranych wokół stołu wyrwał się okrzyk. Kości przywarły do dna popielniczki.



10 из 173