— To mają być kości do uczciwej gry? — spytał.

Mężczyzna, który je rzucił na stół, sięgnął szybko do tylnej kieszeni spodni. Tylko Jason widział, co się potem stało. Śledził tę rękę pilnie, sam miał palce na kolbie rewolweru. Gdy pracownik kasyna wsadził rękę do kieszeni, nagle z tłumu za jego plecami wysunęła się inna. Sądząc po kształcie, mogła to być dłoń tylko jednego znanego Jasonowi człowieka. Jej kciuk i palec wskazujący objęły przegub sięgającego po broń. Pracownik kasyna krzyknął i uniósł rękę z dłonią zwisającą bezwładnie jak pusta rękawiczka u pogruchotanego nadgarstka.

Mając taką ochronę, Jason mógł bez obawy grać dalej. — Poproszę o poprzednią parę — rzekł spokojnie.

Krupier, oszołomiony, podał mu wycofane z gry kości. Jason potrząsnął je szybko w dłoniach i rzucił. I oto, jeszcze nim dotknęły stołu, zdał sobie sprawę, że stracił nad nimi władzę ulotna siła psi opuściła go.

Kości toczyły się i toczyły. Kiedy się zatrzymały, liczba oczek wynosiła siedem.

Zdobyte żetony utworzyły sumę blisko miliarda kredytów. Tyle by wygrali, gdyby teraz zakończył grę — ale brakowało jeszcze dużo do trzech miliardów, których Kerk potrzebował. No cóż, będzie się musiał zadowolić tym, co jest. Sięgając po złote żetony napotkał wzrok stojącego po drugiej stronie stołu Kerka. Dojrzał w nim zdecydowany zakaz.

— Grajmy dalej — powiedział więc ze znużeniem. — Ostatnia kolejka.

Chuchnął na kości, przetarł je o mankiet, utyskując w duchu, że musiał popaść w takie tarapaty. Miliardy kredytów zależały od tej pary kości. Była to suma, jaką wynosił roczny dochód niejednej planety. O dopuszczeniu do tak wysokich stawek decydował fakt, że władze planetarne miały udział w zyskach kasyna. Jason długo potrząsał kośćmi, starając się odzyskać siłę, która go opuściła, w końcu rzucił.



11 из 173