
— Nie. A nawet, gdybym dał i tak byś nie uwierzył. Jeżeli mnie uwolnisz, podejmiesz ryzyko. Niech żaden z nas się nie łudzi, że coś się zmieni.
— Muszę spełnić swój obowiązek — odparł Mikah. Jason pozostał przykuty do fotela.
Weszli w atmosferę i początkowy, delikatny szelest szybko przerodził się w przeraźliwe wycie. Silniki wyłączyły się i zaczęli spadać. Tarcie powietrza rozgrzało zewnętrzne powłoki kadłuba do białości i temperatura wewnątrz szybko wzrastała, mimo że aparatura chłodząca działała pełną mocą.
— Co się dzieje? — zapytał Mikah. — Znasz się na tym lepiej niż ja. Czy… czy się rozbijemy?
— Być może. Są dwie ewentualności. Albo wszystko wysiadło — i w tym przypadku rozsmaruje nas po całej kolicy, albo komputer oszczędza siły do jednej, ostatniej próby. Mam nadzieję, że właśnie o to chodzi. Te dzisiejsze komputery są sprytne, całe nafaszerowane obwodami decyzyjnymi. Kadłub i silniki są w dobrym stanie, ale systemy sterownicze mamy kiepskie i niepewne. Człowiek w takich okolicznościach postarałby się zejść tak nisko i tak szybko jak tylko by mógł, a dopiero potem ponownie włączyłby silniki. Potem dałby pełną moc — trzynaście g, albo i więcej, tyle, ile jego zdaniem wytrzymaliby pasażerowie w fotelach. Kadłubowi by się dostało, ale mniejsza o to. Dzięki temu obwody sterowania byłyby wykorzystane krótko i w najprostszy sposób.
— Czy sądzisz, że komputer to właśnie robi? — spytał Mikah.
— Mam nadzieję. Czy masz zamiar rozpiąć mi kajdanki, zanim pójdziesz lulu? To może być kiepskie lądowanie i niewykluczone, że będziemy musieli szybko się stąd wynosić.
Mikah pomyślał chwilę i wyjął pistolet. — Uwolnię cię, ale mam zamiar strzelać, jeżeli spróbujesz wyciąć jakiś numer. Gdy tylko znajdziemy się na dole, znowu cię zamknę.
— Dzięki ci, panie, za twe skromne dary — rzekł Jason. Gdy tylko więzy puściły, zaczai masować przeguby rąk.
Deceleracja wyrżnęła w nich, wyciskając im powietrze z płuc, wgniatając ich głęboko w uginające się fotele. Pistolet przyciśnięty do piersi Mikaha był zbyt ciężki, by mógł go unieść. To zresztą nie miało żadnego znaczenia — Jason nie był w stanie ani się podnieść, ani nawet ruszyć. Tkwił na granicy świadomości, jego spojrzenie z trudem przebijało się przez czarną i czerwoną mgłę.
