
Jason odpowiedział w poprawnym esperanto, które Ch'aka wydawał się rozumieć bez specjalnego trudu, mruknął bowiem i przez chwilę grzebał w koszyku. Jego zamaskowana twarz była obrócona w stronę Jasona, który czuł nieomal wwiercające się w niego spojrzenie. Pałka znowu skierowała się w jego stronę.
— Skąd jesteście? To wasz statek palił się, zatonął?
— To był nasz statek. Jesteśmy z daleka.
— Z drugiej strony oceanu? — Była to zapewne największa odległość, jaką Ch'aka mógł sobie wyobrazić.
— Tak jest, z drugiej strony oceanu. — Jason nie był w nastroju do dawania lekcji astronomii. — Kiedy dostaniemy jeść?
— Ty bogaty człowiek w twoim kraju. Ty miałeś statek, miałeś buty. Teraz ja mam twoje buty. Ty jesteś tu niewolnik. Mój niewolnik. Wy dwaj moi niewolnicy.
— Dobrze, dobrze — odparł z rezygnacją Jason. — Jestem twoim niewolnikiem. Ale nawet niewolnicy muszą coś jeść. Gdzie jest jedzenie?
Ch'aka pogmerał w koszu i wreszcie wyciągnął maleńki, pomarszczony korzonek. Przełamał go na pół i cisnął Jasonowi pod nogi.
— Pracuj pilnie, dostaniesz więcej.
Jason podniósł kawałki z ziemi i oczyścił je z piasku, jak mógł najlepiej. Podał jedną część Mikahowi i ostrożnie nadgryzł drugą. Piasek zazgrzytał mu w zębach, a korzeń smakował jak lekko zjełczały wosk. Jedzenie tego obrzydlistwa przychodziło mu z dużym wysiłkiem, ostatecznie jednak udało mu się. Niewątpliwie było to jakieś pożywienie, mniejsza o to do jakiego stopnia niestrawne. Musiało mu wystarczyć dopóki nie znajdzie czegoś lepszego.
— O czym rozmawialiście — spytał Mikah, przeżuwając ze zgrzytem swą porcję.
— Po prostu wymieniliśmy kłamstwa. On myśli, że jesteśmy jego niewolnikami, ja zaś się z nim zgodziłem. Ale to tylko chwilowe! — dodał szybko, widząc jak Mikah z pociemniałą z gniewu twarzą zaczyna podnosić się z ziemi i silnie pociągnął go w dół.
— To obca planeta, jesteś ranny, nie mamy ani krzty żywności, ani zielonego pojęcia jak tu można przetrwać. Jedyne, co możemy zrobić, by utrzymać się przy życiu, 19 robić to, co nam ten Stary Brzydal rozkaże. Jeżeli ma ochotę nazywać nas niewolnikami — dobra, możemy nimi być.
