— Lepiej umrzeć, niż żyć w łańcuchach.

— Daj spokój tym bzdurom! Lepiej żyć w łańcuchach i zorientować się, jak można się ich pozbyć. W ten sposób wyjdziesz z tego żywy i wolny, a nie martwy i wolny. To pierwsze rozwiązanie jest chyba o wiele sympatyczniejsze. A teraz zamknij się i jedz. Nie możemy nic zrobić, dopóki nie wykaraskasz się z tej kategorii chodzącego rannego.

Przez całą resztę dnia tyraliera piechurów brnęła po piasku i Jason, poza pomaganiem Mikahowi, znalazł dwa krenoj — jadalne korzenie. Zatrzymali się przed zmierzchem i z ulgą opadli na piasek. Podczas rozdziału żywności otrzymali nieco większe porcje, być może w nagrodę za przykładną pracę Jasona.

Następnego ranka nastąpiła przerwa w ich monotonnym marszu. Poszukiwanie żywności odbywało się równolegle do linii wybrzeża niewidocznego oceanu, a jeden z niewolników zawsze szedł po grani wydm, które zakrywały przed nimi wodę. W pewnym momencie musiał zobaczyć coś ważnego, zeskoczył bowiem z pagórka i zaczął dziko wymachiwać rękami. Ch'aka podbiegł do wydmy, porozmawiał przez chwilę z wywiadowcą i wreszcie przepędził go kopniakiem.

Jason z zaciekawieniem się przyglądał, jak Ch'aka rozwinął niesiony na plecach pokaźny tobołek i wyjął z niego solidnie wyglądającą kuszę, napinaną za pomocą specjalnej korby. Ta skomplikowana i śmiercionośna machina wyglądała tu, w tej prymitywnej, opartej na niewolnictwie społeczności, bardzo nie na miejscu i Jason żałował, że nie mógł się przyjrzeć jej z bliska. Ch'aka z jednej z sakw wyciągnął bełt i założył go na cięciwę.

Niewolnicy w milczeniu siedzieli na piasku, podczas gdy ich pan podkradł się ostrożnie wzdłuż podstawy wydm, a potem bezszelestnie podczołgał się na ich szczyt i zniknął po drugiej stronie. Parę minut później zza wydm rozległo się wycie pełne bólu. Wszyscy zerwali się i pobiegli, by zaspokoić ciekawość. Jason zostawił Mikaha leżącego na piasku i był w pierwszych szeregach gapiów, którzy pokonali wydmy i znaleźli się na brzegu oceanu.



31 из 177