Talenc z trudem wspiął się na wzniesienie i… zamarł z przerażenia. Tuż przed sobą ujrzał gromadę jeźdźców. Cofnął się gwałtownie, ale było już za późno. Najbliższy wojownik przebił mu łydkę długą lancą i zwlókł z krawędzi wału. Talenc padając wyszarpnął pistolet, ale następna włócznia wytrąciła mu go z ręki i przebijając dłoń, przygwoździła ją do ziemi. Wszystko to trwało niezwykle krótko: jedną, może dwie sekundy. Gdy usiłował sięgnąć po radio, ogarnęła go fala gwałtownego bólu. Trzecia lanca przeszywając nadgarstek, unieruchomiła drugie ramię. Ranny otworzył usta by krzyknąć, ale nie zdążył. Najbliższy jeździec, pochyliwszy się lekko w siodle, wepchnął krótki miecz między zęby porucznika. Uciszył go na zawsze. Noga konającego drgnęła w agonii. Szelest poruszonej trawy był jedynym dźwiękiem, który towarzyszył tej śmierci. Jeźdźcy spojrzeli na zwłoki i odjechali w milczeniu, nie okazując zainteresowania. Ich wierzchowce były równie spokojne.

— Co się stało? — spytał dowódca straży, zapinając pas.

— Chodzi o porucznika Talenca, sir. Powiedział, że coś zauważył i wyszedł z obozu. Zniknął potem za wzgórzem i od tego czasu, czyli od dziesięciu, może piętnastu minut, już się nie pokazał. Jego radio również nie odpowiada.

— Nie rozumiem, jak mogło mu się tam coś przytrafić — powiedział dowódca, spoglądając na ciemniejącą równinę.

— Ale trzeba to sprawdzić. Sierżancie! — Wołany wystąpił i zasalutował. — Weźcie ludzi i odszukajcie porucznika Talenca.

To byli fachowcy: wynajęci przez Johna Company na trzydzieści lat, przygotowani na każde kłopoty na tej nowo odkrytej planecie. Rozproszyli się po równinie w tyralierę i ostrożnie ruszyli naprzód.

— Coś nie tak? — zapytał metalurg, wychodząc z szopy wiertniczej. W ręku trzymał tackę z próbką rudy.

— Nie wiem — odparł dowódca akurat w chwili, gdy z ukrytego żlebu i obu stron pagórka zaczęli wynurzać się jeźdźcy.

Zaskoczenie było zupełne. Strażnicy, doskonale wyszkoleni i uzbrojeni, zostali dosłownie wyrżnięci. Padło kilka strzałów, ale jeźdźcy, nisko pochyleni w siodłach, skutecznie kryli się przed ogniem. Rozległ się świst zwalnianych cięciw i ciskanych z ogromną siłą lanc. Jeźdźcy przemknęli jak burza, zostawiając za sobą dziewięć poskręcanych trupów.



2 из 176