
– Obie moje córki mają własny rozum – powiedziała Jasmine. – Chodź, Bride, poznaj mojego męża, Jamesa. – Pociągnęła przyjaciółkę w stronę, gdzie stał książę, i przedstawiła ich sobie. Dopiero po pewnym czasie Rory'emu udało się odciągnąć Fortune i małżonków Lesliech, żeby mogli zobaczyć zamek. Powóz, wiozący Adalego i Rohanę, znajdował się już daleko z przodu. Zamek Erne Rock stał na cyplu, otoczonym z trzech stron wodą. Miał prawie trzysta lat. Aby dotrzeć do zamkowych wrót, trzeba było pokonać wzmocniony ogromnymi głazami most zwodzony ponad bagnami, będącymi w gruncie rzeczy fragmentem jeziora. Po podniesieniu zwodzonego mostu Erne Rock stawał się niepokonaną, choć niewielką fortecą.
Przeprowadzili konie przez most i wjechali przez bramę na dziedziniec, gdzie zostali powitani przez paru chłopców stajennych, którzy wzięli od nich wierzchowce. Fortune rozejrzała się, oceniając swoje dobra. Dojrzała stajnie i domek strażnika. Dziedziniec wykładany był niezbyt dużymi, płaskimi kamieniami. Idąc w ślady matki, pokonała kilka schodów. U ich podnóża znajdował się klomb, na którym rósł krzew czerwonych róż. Fortune ujęła jeden z kwiatów w dłoń i powąchała go. Potem podążyła pospiesznie za Jasmine.
Wewnątrz zamek Erne Rock był ciepłym i przytulnym miejscem. Posadzkę na parterze wykonano z kamienia, na piętrze zaś królował pięknie wypolerowany parkiet. Tego majowego popołudnia w obu kominkach, znajdujących się w głównej sali zamkowej, buzował ogień. Fortune zauważyła, że samo pomieszczenie nie było zbyt duże, nie większe niż główna komnata w Glenkirk. Na jednej ścianie wisiał gobelin, przedstawiający Świętego Patryka wyprowadzającego węże z Irlandii. Meble wykonane były z błyszczącego, złocistego drewna dębowego. Na parterze mieściła się też bogato wyposażona biblioteka oraz pokój, w którym Rory prowadził rachunki posiadłości. Kuchnie znajdowały się pod główną salą. Na drugiej kondygnacji zamku usytuowane były sypialnie, każda ze swoim kominkiem.
