Jak by nie było, na szczęście odzyskiwała zdrowie, o które stoczyła długą, ciężką walkę. Gdyby dwa lata temu lekarze zapowiedzieli Cathy, co ją czeka, pewnie od razu umarłaby ze strachu. Choroba odebrała jej siły, zniszczyła karierę, spowodowała, że wręcz otarła się o śmierć. A może śmierć była już blisko w chwili, gdy Sam ją opuścił?

Co się z nią dzieje? Dlaczego nie przestaje dziś myśleć o Samie? Przecież już dawno wyrzuciła go z pamięci.

Nieprawda! Zdawała sobie sprawę, że sama siebie próbuje oszukać. W każdym razie zdołała pokonać chorobę i może wrócić do pracy. Musiała przyznać, że przynajmniej pod rym względem miała sporo szczęścia. Przychodnia weterynaryjna, którą prowadziła jeszcze cztery lata temu na obrzeżach miasta, nie przynosiła wielkich zysków, a utrzymanie licznych podopiecznych pociągało za sobą poważne koszty. W istocie wydatki zawsze przekraczały dochody i przez te kilka lat, gdy byli małżeństwem, Sam dokładał się znacząco do utrzymania chyba wszelkiego bezdomnego stworzenia w okolicach Coabargo.

W końcu nie wytrzymał. Cathy przyniosła do domu o jednego wombata za dużo i młody pan doktor, o zapewne wygórowanych ambicjach, powiedział: „Dość"! Przez kolejne dwa lata ledwie wiązała koniec z końcem, starając się utrzymać lecznicę, aż wreszcie znalazła się w szpitalu i nieszczęsne zwierzaki musiały zacząć sobie radzić same.

W czasie choroby trafił się jednak moment, kiedy do Cathy uśmiechnęło się szczęście. Miejscowa mleczarnia została wykupiona przez międzynarodowe konsorcjum, co pociągnęło za sobą błyskawiczny rozwój miasteczka. Steve Helmer, którego poznała jeszcze w czasie studiów, zwęszył tu świetny interes i pojawił się w Coabargo z zamiarem otwarcia własnej praktyki weterynaryjnej. Kiedy zobaczył przychodnię Cathy, nie miał wątpliwości, że to żyła złota. Samo jej położenie przy głównej drodze do miasta gwarantowało połowę sukcesu.

Na szczęście Steve nie posiadał dostatecznie dużego kapitału, by z miejsca wykupić przychodnię, więc tylko przystąpił do spółki. Cathy nie wątpiła, że gdyby miał dość pieniędzy, musiałaby teraz żyć z zasiłku dla bezrobotnych. Ale jako wspólnik zobowiązał się wypłacać jej część należności za użytkowanie budynków i przywrócić do pracy, gdy tylko poczuje się lepiej.



4 из 112