
Przy samochodzie czekał już na niego facet w ciemnogranatowej kevlarowej kamizelce. Otworzył tylne drzwiczki, odstąpił o krok. Na siedzeniu stała kobieca teczka z imitacji skóry; nędznej imitacji, na plastiku niedbale naniesiono gruboziarnisty wzór. Usiadł obok niej. Facet w kamizelce zatrzasnął drzwiczki po jego stronie, a jednocześnie otworzyły się te drugie. Obok niego usiadła ciemna kobieta. Płaszcz miała rozpięty, więc widział bluzkę i kostium. Spódniczka była matowoczarna, krótka. Zaszeleścił nylon, pojawił się pistolet, nadal wymierzony w jego głowę. Z przodu do samochodu wsiadł wąsacz, klęknął na siedzeniu. Sięgnął po teczkę. Reacher widział jasne włoski porastające przegub jego ręki. Pasek zegarka. Facet otworzył teczkę, wyciągnął z niej plik papierów. Oświetlił je latarką. Kartki zapisane były ciasno, drobnym drukiem. Na górze pierwszej strony nazwisko widniało wytłuszczone nazwisko: Reacher.
– Nakaz przeszukania – wyjaśniła Reacherowi kobieta. – Twojego domu.
Piaskowy wysiadł, trzasnął drzwiczkami. W samochodzie zapadła cisza. Reacher słyszał kroki znikające w mgle. Przez krótką chwilę damska sylwetka rysowała się wyraźniej blaskiem padającym z zewnątrz, potem kobieta wyciągnęła rękę i włączyła wewnętrzną lampkę rzucającą ciepłe, żółte światło. Siedziała bokiem, obrócona do niego kolanami, opierając się plecami o drzwi, a bokiem o siedzenie. Ramię miała lekko zgięte, łokieć spoczywał swobodnie na tylnej półce; w ten sposób wygodnie trzymała wymierzony w niego pistolet. Sig-sauera, wielkiego, skutecznego i drogiego.
– Stopy płasko na podłodze – powiedziała.
Skinął głową. Dobrze wiedział, czego chce kobieta. On też opierał się plecami o drzwiczki od swojej strony, a teraz wsunął stopy pod przednie siedzenie. W tej pozycji, na pół obrócony, nie mógł poruszyć się szybko. Gdyby czegokolwiek spróbował, miałaby aż za dużo czasu, żeby rozwalić mu łeb.
