
– Ręce na widoku.
Wyprostował ramiona, zacisnął dłonie na zagłówku przedniego siedzenia, oparł brodę na ramieniu. Kątem oka obserwował lufę sig-sauera, nieruchomą jak skała. Za lufą widział palec, zaciśnięty na spuście. Za palcem twarz.
– W porządku. A teraz się nie ruszaj. Twarz nie miała żadnego wyrazu.
– Nie pytasz, o co chodzi – zauważyła kobieta.
Nie może chodzić o to, co zdarzyło się godzinę siedemnaście minut temu – powiedział Reacher sam do siebie. Nie ma sposobu, żeby zorganizować coś takiego w godzinę siedemnaście minut. Nic nie mówił, siedział absolutnie nieruchomo. Niepokoiła go biel kostki zaciśniętego na spuście palca. Wypadki się zdarzają.
– Nie chcesz wiedzieć, o co chodzi?
Spojrzał na nią wzrokiem bez wyrazu. Nie założyli mi kajdanek – pomyślał jeszcze. Dlaczego?
Wzruszyła ramionami. Przekazała mu informację: „W porządku, niech będzie po twojemu”. Już się nie odzywała, twarz miała nieruchomą. Nie była to piękna twarz, ale interesująca, owszem. Świadczyła o silnym charakterze. Kobieta miała może trzydzieści pięć lat, to nie starość, ale na twarzy widział zmarszczki. Pewnie częściej krzywi się z niechęcią, niż uśmiecha – pomyślał. Czarne włosy, niezbyt gęste, przeświecała przez nie skóra. Bardzo jasna. Kobieta wyglądała na zmęczoną, może nawet niezdrową, ale jej oczy świeciły jasno. Spojrzała przez boczne okno za nim w ciemność. Byli tam ludzie, którzy robili coś w jego domu.
Uśmiechnęła się. Przednie zęby miała krzywe, odrobinę pochylony prawy ledwo widocznie zachodził na lewy. Interesujące usta. Sugerowały pewnego rodzaju zdecydowanie. Rodzice nie skorygowali tego defektu, ona też. Z pewnością miała okazję, ale postanowiła pozostać przy tym, czym obdarowała ją natura. Zapewne słusznie. Dzięki temu wyróżniała się, miała charakter.
