Jilly wycisnęła przewodzący żel na brzuch pacjentki. Annie uświadomiła sobie, że z myślą o jej wygodzie substancja została podgrzana. O niczym tu nie zapominano. Następnie pielęgniarka bardzo delikatnie położyła dwa szerokie plastykowe paski na brzuchu Annie.

– Wygodnie ci? Możemy coś jeszcze dla ciebie zrobić? – spytał doktor Brownhill.

– Wszystko w porządku. Temperatura żelu jest idealna.

A potem zaczął się koszmar.

– Tętno dziecka spada – powiedział doktor Brownhill łamiącym się głosem. – Sto, dziewięćdziesiąt siedem, dziewięćdziesiąt pięć. – Zwrócił się do Jilly. – Narkoza, natychmiast. Trzymaj się, Annie. Trzymaj się mocno.

Potem wszystko poszło szybko i sprawnie, jak na te niezwykłe okoliczności. Świat rozpłynął się przed oczami Annie. Wkrótce straciła przytomność.

Niecałe czterdzieści minut później, o wiele wcześniej niż się tego spodziewano, doktor John Brownhill osobiście przyniósł nowo narodzone dziecko na oddział wcześniaków. Co prawda z testów przeprowadzonych na sali porodowej wynikało, że chłopiec jest zdrowy, ale trzeba było dmuchać na zimne.

Do krtani dziecka została wprowadzona czysta rurka, a na małą główkę wciśnięto maskę ciśnieniową. Dzięki temu tlen pod niskim ciśnieniem mógł być tłoczony do nie w pełni jeszcze rozwiniętych płuc.

Za pomocą plastykowej rurki włożonej do pępka przeprowadzono analizę krwi.

Do skóry niemowlęcia przyklejono elektroniczny termometr.

Do nosa wprowadzono rurkę, przez którą chłopiec miał być karmiony mlekiem, gdyby się okazało, że nie jest jeszcze w stanie ssać piersi.



19 из 271