Pudel znów wyrwał sobie kroplówkę, mimo że założyłam mu obrożę. By mnie zrozumiał, sklęłam go używając wszystkich szesnastu francuskich słów, jakie znałam. Potem włożyłam rurkę na miejsce. Zmierzwiłam kłaki na łbie psiny i wybaczyłam mu.

– Je t’aime – powiedziałam.

Oddział numer dwa to nieco mniejsza kopia oddziału pierwszego, tyle że pozbawiona okien. Tutaj mieszkały te bardziej „egzotyczne” przypadki: królik z zapaleniem płuc, bez szans na wyleczenie; chomik, którego przysłano do mnie pocztą bez żadnego wyjaśnienia.

No i był jeszcze Frank, łabędź, którego moja siostra, Carole, uratowała ze stawu przy torze wyścigowym. Carole uważa się za świętą Teresę dziczy. W tej chwili pojechała na biwak ze swoimi córkami do jednego z parków narodowych. Niewiele brakowało, żebym wybrała się tam z nimi.

Kawa była gotowa. Wlałam jej sobie do kubka, dodałam mleka i cukru. Mmm, mmm, pyszne.

Pip pętał mi się pod nogami. Pip to mały terier, którego znaleźli miejscowi i przynieśli do mnie; prawdopodobnie został porzucony przez właścicieli. Wykonał przede mną taniec na tylnych łapach, świadom, że to lubię. Pocałowałam go i wsypałam do jego miski resztki rice chex, przysmaku dla psów.

– Smaczne?

– Hau.

– Cieszę się.

Wyszłam przed dom. Wtedy właśnie zobaczyłam czarnego jeepa. Facet z katalogu L.L.Bean. Kit Cośtam. Myśliwy znów znalazł się przed moim domem. Stał obok samochodu, ze strzelbą na ramieniu.

W oczy rzuciła mi się bezkształtna masa spoczywająca na klapie silnika.

O Boże, nie! On już coś ustrzelił! Zamordował zwierzę na mojej ziemi. Ten drań! Ten gnojek!

Widziałam już wiele zwierzęcych trucheł w tych lasach, ale nigdy nie na mojej ziemi, mojej prywatnej własności, mojej kryjówce przed szaleństwem tego świata.

– Hej, ty – krzyknęłam. – Hej. Hej, no!



23 из 271