Biegli szybkim truchtem, ale od czasu do czasu mężczyzna na czele grupki przyspieszał nieco tempo. Wszyscy uważali się za dobrych tropicieli, ale on był z nich najlepszy. Urodzony przywódca. Bardziej skoncentrowany, opanowany od pozostałych, świetny łowca.

Mężczyźni wyglądali na spokojnych, ale w ich duszach czaił się lęk. Sytuacja wyglądała groźnie. Musieli schwytać tę dziewczynę i przyprowadzić ją z powrotem. Nie należało dopuścić do tego, by się tu znalazła. W obecnej sytuacji dyskrecja nabierała ogromnego znaczenia.

Dziewczyna miała zaledwie jedenaście lat, ale posiadała „dary”, co mogło poważnie utrudnić łowcom zadanie. Miała wyostrzone zmysły i była niezwykle silna jak na swój wiek i płeć. Istniała też możliwość, że spróbuje odfrunąć.

Nagle zobaczyli drobną sylwetkę, odcinającą się na tle ciemnoniebieskiego nieba.

– Tinkerbell. Północny zachód, pięćdziesiąt stopni – krzyknął dowódca grupy.

Mówili na nią Tinkerbell, choć nie znosiła tego przydomka. Reagowała tylko na imię Max, które nie było skrótem od Maxime czy Maksymilian, ale od Maximum. Może dlatego, że zawsze dawała z siebie wszystko. Zawsze szła na całość. Tak jak w tej chwili.

Widzieli ją dokładnie. Biegła ile sił w nogach. Była bardzo blisko ogrodzenia. Nie mogła wiedzieć o jego istnieniu. Nigdy jeszcze nie odeszła tak daleko od domu.

Wszyscy patrzyli na nią. Żaden z łowców nie był w stanie nawet na chwilę oderwać od dziewczynki oczu. Z unoszącymi się na wietrze włosami, zdawała się płynąć w górą stromego, skalistego zbocza. Poruszała się niezwykle zwinnie jak na tak małą dziewczynkę. Tutaj, na otwartym terenie, nie wolno jej było lekceważyć.

Harding Thomas, idący na czele, nagle zatrzymał się i podniósł rękę. Pozostali początkowo nie rozumieli, o co mu chodzi: myśleli, że dziewczyna już im się nie wymknie.



4 из 271