Znowu za późno ugryzła się w język.

Teraz, kiedy poznała go osobiście, jej wrażenie jeszcze się ugruntowało. I łatwiej było je wytłumaczyć. Kostopoulos był odzwierciedleniem swojej budowli. Podobnie jak ona był jednocześnie wspaniały i onieśmielający, dziwnie odległy. A mimo to zachwycająco i niebezpiecznie ekscytował.

Podniosła wzrok i z niepokojem stwierdziła, że przygląda się jej uważnie. Spłoszona, pośpiesznie pochyliła sie, nad kolejnym płótnem. By poczuć się pewniej, próbowała zapomnieć o jego obecności, ale jej wysiłki spełzały na niczym.

Co chwila mimowolnie rzucała w jego stroną ukradkowe spojrzenia. Przerzucał prace i, co ciekawe, czynił to z wyraźnym zainteresowaniem. Właściwie nie powinna się dziwić. Znał się na sztuce i potrafił bezbłędnie wyłowić spośród innych prac prawdziwy rarytas. Sama spostrzegła kilka, które od razu rzuciły się jej w oczy.

Możliwe, że jest dla niego nikim, osobą bez znaczenia, ale łudziła się nadzieją, że przynajmniej jej praca do niego przemówi. Natychmiast zbeształa się w duchu. Jak może być taka naiwna? Przecież jemu chodzi wyłącznie o tę żółtą karteczką.

A co, jeśli nie uda się jej odkleić? Jeśli nic z tego nie będzie?

Przez następne pięć minut w milczeniu przeglądali płótna. Już zaczęła wątpić, że jej praca kiedyś się odnajdzie, gdy naraz Kostopoulos głośno wypuścił powietrze. Raptownie odwróciła głowę i popatrzyła w jego stroną. Stał nieruchomo, zapatrzony w trzymane przed sobą płótno.

Był zdumiony, widziała to po wyrazie jego twarzy.

– Zrobiła to pani tylko ze znalezionych skrawków papieru? – Słyszalne w jego głosie niedowierzanie trudno było zinterpretować.

Nie wiedziała, czy jej praca mu się podoba, czy nie.

– Tak. – Z trudem wydobyła z siebie głos.

Zapadła nieprzyjemna cisza. Dopiero po chwili padło pytanie:



15 из 144