– To czego mamy szukać? – w ciemności rozległ się głęboki głos Kostopoulosa. Sięgnęła do kontaktu, by włączyć światło. Serce dudniło jej jak szalone. To jego obecność tak na nią działała. I lęk, że nie uda się oderwać kartki, nie naruszając zapisanego na niej numeru.

– Jeśli udało mi się dobrze wykonać tę pracę, to nie powinien pan mieć żadnego problemu z zauważeniem jej.

– Czy to ma być zagadka?

– Nie. Po prostu mam nadzieję, że od razu rzuci się panu w oczy.

Nacisnęła przycisk, białe światło zalało salę. Dziesiątki utrzymanych w najrozmaitszych stylach prac, zapełniały każdy skrawek przestrzeni. Każda z nich miała ten sam format, mniej więcej metr na metr, ale to wcale nie ułatwiało poszukiwań.

Obrzuciła wzrokiem galerię, zachwycona i przytłoczona liczbą piętrzących się wszędzie płócien.

– Już widzę przynajmniej tuzin prac, które mnie wprost oszołomiły – mruknął z sarkazmem.

Korciło ją by przewrotnie przedłużyć ten moment niepewności, ale czuła, że jeszcze chwila, a przeciągnie strunę.

– Dam panu wskazówkę. Moja praca prawdopodobnie jest jedyną, która przemówi do pana osobiście. Oczywiście w przypadku… – urwała na moment – jeśli udało mi się osiągnąć zamierzony efekt.

– Tracimy czas, panno Telford – mruknął niechętnie.

– Więc dobrze. Moja praca przedstawia pański biurowiec.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Jak mam to rozumieć?

– Pana biurowiec jest najładniejszy ze wszystkich w Nowym Jorku. Bardzo mi się podoba to połączenie lśniącej kremowym odcieniem elewacji z kontrastującymi ciemnoniebieskimi elementami. Postanowiłam więc wybrać ten budynek na temat mojej pracy. Z własnej inicjatywy dodałam tylko ludzkie postacie, by nie wydawał się taki opuszczony i samotny.

– Opuszczony? – Popatrzył na nią dziwnie.

– Tak. Każdy budynek coś w sobie ma, z czymś się kojarzy. Pana przypomina mi grecką świątynię, imponującą, ale jakby nieco zawieszoną w próżni. Dlatego w oknach umieściłam ludzi, by nadać mu trochę inny, bardziej ludzki charakter…



14 из 144