
– Ach, wy niczego nie rozumiecie!
– Owszem – cicho powiedział Ram. – Ja rozumiem doskonale.
Z Królestwa Światła nie nadeszła żadna odpowiedź.
Faron zamierzał przeciwstawić się wszelkim ostrzeżeniom. Musi wyjść na powierzchnię Ziemi, żeby szukać Móriego i Berengarii. Nie był w stanie dłużej znosić biernego wyczekiwania.
Nagle jednak okazało się, że stanął w obliczu kolejnej zagadki. Tym razem we wnętrzu Ziemi, w Królestwie Światła.
Zagadkę tę nazywano „zagrożenie wewnętrzne”.
Faron zmuszony więc był zdusić w sobie milczącą rozpacz i pozostać na swoim miejscu.
4
Zaczęło się od krążących plotek. Plotek o włamaniu, czy raczej o próbach włamania. Komuś wydawało się, że widział nocą jakiś cień, który szybko przemknął i zaraz zniknął z oczu. Pokraczny cień jakiejś nieznanej istoty.
Ale przecież w Królestwie Światła nic istnieje nic podobnego, z rezygnacją wzdychali ludzie. Wszędzie dookoła panuje spokój i dobroć. Wszelkie złe moce zostały już zwalczone albo też przeciągnięte na stronę dobra. Któż wobec tego tutaj krąży?
O tym, czego dokonał Marco, zajmując się obrażeniami Armasa sam w swoim pałacu czy też wespół ze zręcznymi lekarzami ze szpitala, tak naprawdę mieszkańcy Królestwa Światła nigdy się nie dowiedzieli. W większości nie mieli też pojęcia, jak straszliwie ciężkie rany odniósł Armas, w jak krytycznym stanie były jego mięśnie, nerwy i naczynia krwionośne.
Ale Marco i jego zespół jakoś zdołali go wylatać, co samo w sobie było prawdziwym cudem. Teraz lękali się jedynie o to, jak ciężkich obrażeń mogła doznać jego głowa i pięć zmysłów.
Farona na jego stanowisku zastąpił ktoś inny; zmuszono go, by wreszcie porządnie się wyspał i zebrał siły do dalszych działań.
Dzień później musiał przyznać, że mieli rację. Po przespaniu szesnastu godzin czuł się jak nowo narodzony.
