
– Chodź – szepnęła dziewczyna. – Tu jest śmiertelnie niebezpiecznie!
– Ale Goram…
– Tylko mu utrudnisz całą sprawę, on na pewno da sobie radę. Musimy stąd natychmiast odejść!
Lilja, choć bardzo, ale to bardzo niechętnie, usłuchała. Dziewczyna pociągnęła ją za sobą przez parking gondoli między drzewa w lesie przylegającym do Sagi.
Lilja chciała się tam zatrzymać i zaczekać na ukochanego, ale dziewczyna nie ustępowała.
– Chodźmy dalej, to naprawdę straszne monstrum!
– Ależ wobec tego Goram nie może…
– Cicho – szepnęła nieznajoma. – Mam na imię Vicky. A jak ty się nazywasz?
– Teraz szkoda czasu na rozmowę – jęknęła zrozpaczona Lilja.
– Liljo! – rozległo się wołanie Gorama.
Obca dziewczyna nic przestawała jej ciągnąć za sobą, ale Lilja dostrzegła już Gorama, który wydostał się z parkingu dla gondoli i rozglądał się dookoła, szukając jej wzrokiem.
Jednym szarpnięciem uwolniła się z uścisku nieznajomej i biegiem ruszyła w jego stronę. Delikatna dziewczyna, wystraszona, próbowała znów ją złapać, lecz teraz nie było już takiej siły, która zdołałaby zatrzymać Lilję. Rzuciła się Goramowi prosto w ramiona i ciężko dysząc, wyjąkała:
– Co – to – było – jesteś – ocalony – ach – Goramie!
W końcu wybuchnęła płaczem. Łzy przyniosły jej ulgę.
– On zrezygnował – powiedział Goram, nie kryjąc zdziwienia. – Wyglądało na to, że miał zamiar mnie zabić, ale potem po prostu zniknął.
– Rozpłynął się w powietrzu?
– Nie, po prostu zwyczajnie uciekł. Zniknął gdzieś między gondolami. A o jakiej dziewczynie mówiłaś?
– Ona mnie uratowała, odciągnęła mnie. Taka wzruszająco śliczna i mila, ale niczego nie rozumiała! Przecież ja chciałam być przy tobie!
Lilja odwróciła się i popatrzyła na las, ale dziewczyny już tam nie było.
– Nie zdążyłam jej podziękować, ona przecież chciała dobrze, Goramie. Ale opowiadaj, co się tobie przydarzyło!
