
– Zaczekaj tutaj, sam sobie z tym poradzę.
Już kluczył między ciasno zaparkowanymi gondolami z ustami przesłoniętymi koszulką.
A niech tam, pomyślała Lilja, przecież on nie może iść sam!
Prędko podwinęła bluzkę i przykryła jej dolnym skrajem usta i nos. Pobiegła za Goramem. Nie przejmowała się już teraz, czy nie odsłoniła zbyt wiele ciała.
Goram zniknął gdzieś między gondolami, niektóre z nich były bardzo wysokie. Wcześniej widzieli tylko głowę i ramiona tego chłopaka, który najwyraźniej stracił przytomność i zniknął im z oczu. Lilja wiedziała jednak mniej więcej, gdzie powinna się kierować.
A Goram zdołał wreszcie odnaleźć młodego człowieka, który leżał tam, gdzie upadł. Strażnik z Elity ujął go za ręce, by odciągnąć dalej, gdy nagle padł na nich jakiś ogromny cień. Goram uniósł głowę i zdążył kątem oka dostrzec potworną istotę o ciele człowieka, która zamiast dłoni miała kopyta i łeb kozła z długimi wygiętymi rogami.
Goram instynktownie zrozumiał, że leżący na ziemi człowiek nie liczy się dla tej bestii, on sam jednak, będąc doskonale wyćwiczonym Strażnikiem z Elity, stanowił zagrożenie.
Istota uniosła kopyto, szykując się do zadania ciosu.
Wtedy niedaleko rozległ się głos Lilji:
– Goramie, gdzie jesteś?
– Uciekaj, Liljo, uciekaj! – zawołał ogarnięty panicznym strachem. – Sam sobie z tym poradzę!
Odparowując pierwszy cios, jeszcze nie wiedział, jak tego dokona. Jednak najważniejsze, żeby Lilja znalazła się w bezpiecznym miejscu.
Ona jednak nie bardzo wiedziała, co się dzieje, nie przejmowała się więc jego ostrzeżeniami. Przemykała się między gondolami wprost ku niebezpieczeństwu.
Usłyszała przerażające odgłosy bijatyki i aż pisnęła z lęku o Gorama.
Wtedy ktoś złapał ją za rękę.
Lilja już była gotowa do zadania ciosu, spostrzegła jednak, że to tylko młodziutka, śliczna eteryczna dziewczyna z twarzą przesłoniętą cieniutką chustką.
