
Gdzie się znaleźli? Co się wokół nich dzieje? I jaki jest powód tej straszliwej ciszy? Dlaczego nikt nie przybywa im na ratunek?
Móri, czarnoksiężnik, nie był w stanie nawiązać z nikim kontaktu i tego już żadną miarą nie potrafił zrozumieć. Przecież wzywał wszystkich obdarzonych zdolnościami telepatycznymi, a nie doczekał się ani jednej odpowiedzi. Nie odezwały się nawet duchy.
Raz tylko coś wyłapał, ale nie czuł się na siłach orzec, czy to było naprawdę, czy też tak tylko mu się wydawało. Pospiesznie jednak przesłał wiadomość, że wszyscy żyją, na więcej zabrakło mu czasu, bo zaraz i te prawie niesłyszalne sygnały zamarły.
Od tamtej pory nic się nie wydarzyło.
Usiłował sam siebie wprowadzić w stan letargu, by czas mu szybciej płynął, zaraz jednak uznał, że nie ma do tego prawa. Przecież tych dwoje młodych go potrzebuje.
Gdybyż tylko mógł na trochę zasnąć! Starał się zapaść w drzemkę.
I wtedy nagle wszystkie jego zmysły się wyostrzyły.
Dolg?
Dlaczego w takiej chwili pomyślał o synu? Dolg przecież był bezpieczny, przebywał gdzieś na niegroźnych obszarach polarnych.
Móri nie mógł jednak oprzeć się wrażeniu, że chłopiec jest blisko. Jakby znajdował się w powietrzu na zewnątrz tego przeklętego pomieszczenia, w którym ich upchnięto, a zarazem tkwił tuż przy nich. A to przecież niemożliwe, absolutnie niemożliwe.
Móri skupił się na przesyłaniu Dolgowi myśli.
Lecz telepatia, którą zwykle się posługiwali, zawiodła. Czyżby te masywne ściany uniemożliwiały wszelkie przekazywanie myśli? A tu, wewnątrz, przecież syna nie było, jego obecność to tylko złudzenie, jedynie gorące życzenie Móriego.
