
— Podajniki skafandrów serwują dokładnie to samo, co czeka na nas w kuchni. Dostaliśmy przecież wszystko, co najlepsze. Możesz więc pożywić się już teraz. Zawsze to jakiś sposób na przeczekanie procedury odkażania.
— Nie — powiedziała Keet zdecydowanie. — Chcę, abyśmy zjedli razem, skoro mamy jeszcze po temu okazję, a nie osobno, jakby nic poza pracą nas nie łączyło. Wiesz, Jasam, czasem bywasz wrażliwy niczym… druul w rui.
Nie zareagował na to najgorsze z porównań, bo oboje wiedzieli, że było tylko żartem.
Zresztą wszyscy starali się żartować na temat tej piekielnej formy życia, aby ukryć strach i obrzydzenie, jakie w nich budziła. Poza tym słowa na niewiele się tu zdawały, wskazane było raczej działanie.
Żadne z nich nie skorzystało z podajników, podczas gdy ich skafandry przechodziły skomplikowaną, ale absolutnie niezbędną procedurę. Spryskiwanie środkami odkażającymi, usuwanie śladów radiacji i w końcu cieplne wyjaławianie ciągnęły się niemiłosiernie, jednak wiele form życia, które ostatnio wyewoluowały na powierzchni, było na tyle groźnych, że dostawszy się do podziemnego domu, mogłoby w kilka minut zgładzić wszystkich jego lokatorów. Gdy przeszli w końcu do części mieszkalnej, mieli pewność, że nie wprowadzają tam żadnego niechcianego towarzystwa.
Jasam przystanął na chwilę, aby przyjrzeć się skrytej w kształtnym skafandrze Keet.
Odwzajemniła spojrzenie, podziwiając jego wyższą i silniejszą posturę. Skafandry były naprawdę dobrze zaprojektowane, a Keet i Jasam, chociaż ciągle młodzi, osiągnęli wystarczająco wysoką pozycję, aby otrzymywać wszystko, co najlepsze. W rzeczywistości jednak nie byli wspaniali — niewielcy, chorowici i wcale nie tak piękni. Ale cybernetycznie sterowane manipulatory nie mogły zastąpić prawdziwego dotyku.
Niecierpliwie, choć bez pośpiechu, Jasam odłączył się od wizualnych, słuchowych i dotykowych modułów skafandra, potem usunął podajniki wody i pożywienia oraz — z nieco większą ostrożnością — wnikające głęboko w organizm końcówki systemu usuwania produktów przemiany materii. Uporał się z tym szybciej niż Keet i patrzył potem, jak jego ukochana otwiera długi brzuszny zamek i wychodzi ze skafandra — powoli i z wysiłkiem, niczym rodzące się dziecko.
