Braithwaite przechylił w milczeniu głowę. Przed awansem na administratora był takim samym oficerem Korpusu Kontroli jak Fletcher i pierwszym zastępcą ówczesnego naczelnego psychologa O’Mary. Był uosobieniem spokoju i mistrzem w stosowaniu przepisów ubiorczych. Nawet teraz, gdy w związku ze zmianą przydziału musiał zrezygnować z munduru, nosił się niczym gotowy w każdej chwili na surową inspekcję żołnierz.

— Możliwe — powiedział w końcu.

Prilicla wyczuwał narastające zdumienie kapitana.

— Nasz administrator ciągle jeszcze nie podjął decyzji, przyjacielu Fletcher — powiedział skrzydlaty empata. — Jak wiesz, wyczuwam tylko jego emocje. Nie myśli jednak, jestem tego pewien, że przyjaciel Braithwaite byłby szczęśliwy, gdybyśmy zgłosili się do tej misji na ochotnika.

— Rozumiem — odparł Fletcher, nie odrywając wzroku od przełożonego. — Doceniamy uprzejmość, sir, ale zanim cokolwiek zadeklaruję, muszę dokładnie wiedzieć, jaki będzie zakres odpowiedzialności. Szybciej pójdzie, jeśli powie nam pan, o co chodzi. Jak pan wie, Rhabwar jest stale utrzymywany w stanie gotowości, ale zarówno jego załoga, jak i przydzielony do niego personel medyczny niemal od sześciu miesięcy nie mieli okazji do wspólnych ćwiczeń. Jeśli zatem sprawa jest pilna… Cóż, nie przyspieszymy przelotu w nadprzestrzeni, ale możemy zaoszczędzić nieco czasu w trakcie przejścia z pańskiego biura do doku i przygotowań jednostki do skoku. — Zawahał się i zerknął na Priliclę. Mimo braku pewności decyzja była oczywista. — Zgłaszamy się na ochotnika.

Prilicla, istota nad wyraz krucha, należał do gatunku nienawykłego do podejmowania jakiegokolwiek ryzyka. Brak odwagi był uznawany wśród jego pobratymców za naturalny wyraz ostrożności. Posiadając silnie rozwinięty zmysł empatyczny, na wszelki wypadek zgadzał się z każdym, aby nie narażać się na konieczność odebrania nieprzyjemnej emanacji emocjonalnej.



6 из 241