— Patolog Murchison, moja zastępczyni, ma wystarczające doświadczenie w wyprawach ratunkowych, aby zastąpić mnie na stanowisku szefa zespołu — odparł Prilicla. — Jeśli jednak wybaczy mi pan napomknienie o pańskich emocjach, to czuję, że przykłada pan szczególne znaczenie do powodzenia tej misji. Dlatego raczej nie złożę rezygnacji i widzę, że… panu ulżyło, przyjacielu Braithwaite.

Administrator wypuścił powoli powietrze i ponownie pokazał zęby. Potem musnął palcami sensor komunikatora.

— Dziękuję. Członkowie załogi Rhabwara zostali już powiadomieni i znajdują się w drodze na pokład. Nie zatrzymuję was dłużej. Powodzenia, panowie.

Prilicla nie był pewien, czy podobało mu się nazwanie go panem, nie należał bowiem do rasy zamieszkującej Ziemię, ale rozumiał, że w tym wypadku chodziło raczej o zwrot grzecznościowy. Zresztą wypowiadając go, Braithwaite emanował szczerą życzliwością.

Empata zawrócił więc w miejscu i szybko podążył do wyjścia. Wiedział z doświadczenia, że nawet gdyby pędził niczym błyskawica, drzwi i tak otworzą się odpowiednio szybko.

Nie wątpił też, że kapitan nie będzie miał mu za złe, iż dzięki skrzydłom szybciej od niego pokona sześć poziomów i plątaninę korytarzy dzielących ich od śluzy doku z Rhabwarem. Zresztą cała załoga statku szpitalnego odbywała w tej chwili podobny wyścig z czasem. Fletcher jako człowiek musiał pokonać tę drogę na nogach, chwilami posługując się też łokciami i tubalnym głosem, aby utorować sobie drogę na zatłoczonych korytarzach.

Prilicla zaś leciał albo dzięki sześciu przyssawkom pajęczych nóg po prostu biegł po suficie, ponad kłębiącą się masą czasem przerażających, a czasem pięknych istot, nierzadko silnych i wyposażonych w naturalną broń, z której jednak rzadko korzystały, będąc cywilizowanymi członkami medycznego bractwa obsługującego szpital.



9 из 241