
W istocie rzeczy i ja, i prawie cale biuro byliśmy zajęci bardzo skomplikowanym problemem. Pewien muzułmański mistyk żyjący w Arabii Saudyjskiej próbował przełamać odwieczną schizmę, jaka rozdziera jego wyznawców pomiędzy sekty szyitów i sunnitów. Chciał tego dokonać, komunikując się z duchami zmarłych: zięcia Mahometa, Alego, patrona pierwszej z nich oraz Abu Bekhra, teścia Proroka i założyciela dynastii sunnickiej. Celem tej mediumistycznej wyprawy było zwołanie czegoś w rodzaju sądu arbitrażowego w Raju nad dwoma wojującymi ze sobą duchami, który rozstrzygnąłby, kto jest prawowitym spadkobiercą Mahometa i pierwszym kalifem Mekki.
Nic nie jest proste na Ziemi. W trakcie owego chwalebnego wgłębiania się w życie pozagrobowe młody i gorliwy mistyk nawiązał kontakt telepatyczny z cywilizacją poziomu 9, stworzoną przez bezcielesne istoty rozumne na Gani-medesie, największym satelicie planety Jowisz. No, możesz sobie resztę wyobrazić! Olbrzymie poruszenie na Ganime-desie i w Arabii Saudyjskiej, pielgrzymki w obydwu miejscach, pragnące zobaczyć tego, kto łączy się telepatycznie, nadzwyczajne cuda każdego dnia. Szaleństwo!
A moje biuro pracowało gorączkowo po godzinach, żeby tylko utrzymać prosty, religijny charakter zdarzenia, starając się, żeby nie wybuchła z tego świadomość istnienia innych istot rozumnych u obydwu społeczeństw! To jest aksjomat Samodzielnych Patroli, że nic nie może prowadzić do podróży kosmicznych między dwoma zacofanymi ludami bez wcześniejszej świadomości istnienia inteligentnych gwiezdnych sąsiadów. Mówię szczerze, gdyby wtedy Pah-Chi-Luh przyszedł i zaczął ględzić o pornografii Gtetan w ziemskich szkolnych podręcznikach, chyba bym mu odgryzł wszystkie głowy.
