
— Dobrze znam położenie astrograficzne planety Gtet — oznajmił mu chłodno Pah-Chi-Luh. — Wiem też, że przebywałeś na Ziemi pół ich ziemskiego roku temu. I wtedy dokonałeś transakcji z Osbomem Blatchem, dzięki której ty dostałeś paliwo potrzebne do opuszczenia planety, a Blatch otrzymał zestaw zdjęć, które później wykorzystano jako ilustracje do tej książki. Jak widzisz, nasza tajna organizacja na Ziemi działa bardzo efektywnie. Nazwaliśmy tę książkę „Dowód Rzeczowy Nr 1”.
— Genialna nazwa — rzeki Gtetanin z przekąsem. — „Dowód Rzeczowy Nr l”! Nie wiedzieliście, jak to nazwać, więc wybraliście to, co ładnie brzmiało? Moje gratulacje.
Rozumiesz, Hoy, L’payr był w swoim żywiole — dyskutował z policjantem na temat zawiłego zagadnienia prawnego. Całe sławne życie kryminalisty na gardzącej prawem planecie przygotowało go na tę chwilę. Natomiast Pah-Chi-Luh był do tej pory ukierunkowany na szpiegostwo i manipulację kulturalną. Był zupełnie nie przygotowany na orgię kruczków prawnych, jaka go czekała. Żeby być wobec niego sprawiedliwym, przyznam ci się, że chyba w tej sytuacji ani ja nie radziłbym sobie lepiej, ani ty, ani nawet sam Stary! L’payr udowadniał kolejne punkty:
— Ja jedynie sprzedałem zestaw artystycznych aktów niejakiemu Osborne’owi Blatchowi. Co on z tym potem zrobił, mnie zupełnie nie dotyczy. Jeśli sprzedaję jakiemuś Ziemianinowi broń powszechnie uznaną za zacofaną — na przykład krzemienną siekierkę albo kocioł do wylewania wrzątku na głowy szturmujących mury miasta — i on użyje tej broni do rozczłonkowania jednego ze swoich współplemieńców, czy ja mam być winny? Na pewno nie w opinii obowiązujących praw Federacji Galaktycznej, przyjacielu. A teraz może odpłacisz mi za stracony czas i wsadź mnie na szybki statek lecący do miejsca, gdzie jest mój warsztat.
