Ona widziała diabła kurz ścierając z lustra:Był siny proszę księdza, w takie żółte prążkii spojrzał tak szkaradnie, i wykrzywił usta,i co będzie, jeżeli wpisał mnie do książki?Więc ona da na bractwo i da na mszę świętą,i zakupi serduszko ze srebrnym płomieniem.Odkąd nową plebanię budować zaczęto,od razu wszystkie diabły podskoczyły w cenie.Wielki to koszt wywodzić duszę z pokuszenia,a tu już starość idzie i kość kością stuka.Hania jest taka chuda, tak bardzo nic nie ma,że zabłądzi w bezmiarze Igielnego Ucha.Maju, oddaj kolory, bądź jak grudzień bury.Gałązko ulistniona, ty się wstydź za siebie.Słońce, żałuj, że świecisz. Biczujcie się, chmury.Wiosno, owiń się śniegiem, a zakwitniesz w niebie!Nie słyszałam jej śmiechu, płaczu nie słyszałam.Wyuczona pokory, nic od życia nie chce.Towarzyszy jej w drodze cień – żałoba ciała,a chustka postrzępiona ujada na wietrze.
Na powitanie odrzutowców
Dzisiaj szybsi od głosu,pojutrze od światła,przemienimy głos w żółwiai światło w zająca.Ze starej przypowieściczcigodne zwierzęta,zacna para od wiekówwspółzawodnicząca.Biegałyście, biegałypo tej niskiej ziemi,popróbujcie wyściguna wysokim niebie.Tor wolny. Nie będziemyzawadzać wam w biegu,bo odlecimy wcześniejgoniąc samych siebie.
Próba
Oj tak, piosenko, szydzisz ze mnie,bo choćbym poszła górą, nie zakwitnę różą.Różą zakwita róża i nikt inny. Wiesz.Próbowałam mieć liście. Chciałam się zakrzewić.Z oddechem powstrzymanym – żeby było prędzej –oczekiwałam chwili zamknięcia się w róży.