Piosenko, która nie znasz nade mną litości:mam ciało pojedyncze, nieprzemienne w nic,jestem jednorazowa aż do szpiku kości.
Czwarta nad ranem
Godzina z nocy na dzień.Godzina z boku na bok.Godzina dla trzydziestoletnich.Godzina uprzątnięta pod kogutów pianiem.Godzina, kiedy ziemia zapiera się nas.Godzina, kiedy wieje od wygasłych gwiazd.Godzina a-czy-po-nas-nic-nie-pozostanie.Godzina pusta.Głucha, czcza.Dno wszystkich innych godzin.Nikomu nie jest dobrze o czwartej nad ranem.Jeśli mrówkom jest dobrze o czwartej nad ranem– pogratulujmy mrówkom. I niech przyjdzie piąta,o ile mamy dalej żyć.
Martwa natura z balonikiem
Zamiast powrotu wspomnieńw czasie umieraniazamawiam sobie powrótpogubionych rzeczy.Oknami, drzwiami parasole,walizka, rękawiczki, płaszcz,żebym mogła powiedzieć:Na co mi to wszystko.Agrafki, grzebień ten i tamten,róża z bibuły, sznurek, nóż,żebym mogła powiedzieć:Niczego mi nie żal.Gdziekolwiek jesteś, kluczu,staraj się przybyć w porę,żebym mogła powiedzieć:Rdza, mój drogi, rdza.Spadnie chmura zaświadczeń,przepustek i ankiet,żebym mogła powiedzieć:Słoneczko zachodzi.Zegarku, wypłyń z rzeki,pozwól się wziąć do ręki,żebym mogła powiedzieć:Udajesz godzinę.Znajdzie się też balonikporwany przez wiatr,żebym mogła powiedzieć:Tutaj nie ma dzieci.Odfruń w otwarte okno,odfruń w szeroki świat,niech ktoś zawoła: O!żebym zapłakać mogła.