Przyjaciołom

Obeznani w przestrzeniachod ziemi do gwiazd,gubimy się w przestrzeniod ziemi do głowy.Jest międzyplanetarnieod żalu do łzy.W drodze z fałszu ku prawdzieprzestajesz być młody.Śmieszą nas odrzutowce,ta szczelina ciszymiędzy lotem a głosem– jako rekord świata.Były szybsze odloty.Ich spóźniony głoswyszarpuje nas ze snudopiero po latach.Rozlega się wołanie:Jesteśmy niewinni!Kto to woła? Biegniemy,okna otwieramy.Głos urywa się nagle.Za oknami gwiazdyspadają, jak po salwietynk spada ze ściany.

Rehabilitacja

Korzystam z najstarszego prawa wyobraźnii po raz pierwszy w życiu przywołuję zmarłych,wypatruję ich twarzy, nadsłuchuję kroków,chociaż wiem, że kto umarł, ten umarł dokładnie.Czas własną głowę w ręce braćmówiąc jej: Biedny Jorik, gdzież twoja niewiedza,gdzież twoja ślepa ufność, gdzież twoja niewinność,twoje jakośtobędzie, równowaga duchapomiędzy nie sprawdzoną a sprawdzoną prawdą?Wierzyłam, że zdradzili, że niewarci imion,skoro chwast się natrząsa z ich nieznanych mogiłi kruki przedrzeźniają, i śnieżyce szydzą– a to byli, Joriku, fałszywi świadkowie.Umarłych wieczność dotąd trwa,dokąd pamięcią się im płaci.Chwiejna waluta. Nie ma dnia,by ktoś wieczności swej nie tracił.Dziś o wieczności więcej wiem:można ją dawać i odbierać.Kogo nazwano zdrajcą – tenrazem z imieniem ma umierać.Ta nasza nad zmarłymi mocwymaga nierozchwianej wagii żeby sąd nie sądził w noc,i żeby sędzia nie był nagi.Ziemia wre – a to oni, którzy są już ziemią,


16 из 74