nauczyciel rysunków,ach, polegną wszyscy.Małe dziewczynkiz wieży uśmiechupatrzą na katastrofę.Małe dziewczynkiręce załamująw upajającym obrzędzie obłudy.Małe dziewczynkina tle spustoszeniaw diademie płonącego miastaz kolczykami lamentu powszechnego w uszach.Blade i bez jednej łzy.Syte widoku. Tryumfalne.Zasmucone tym tylko,że trzeba powrócić.Małe dziewczynkipowracające.
Cień
Mój cień jak błazen za królową.Kiedy królowa z krzesła wstanie,błazen nastroszy się na ścianiei stuknie w sufit głupią głową.Co może na swój sposób boliw dwuwymiarowym świecie. Możebłaznowi źle na moim dworzei wolałby się w innej roli.Królowa z okna się wychyli,a błazen z okna skoczy w dół.Tak każdą czynność podzielili,ale to nie jest pół na pół.Ten prostak wziął na siebie gesty,patos i cały jego bezwstyd,to wszystko, na co nie mam sił– koronę, berło, płaszcz królewski.Będę, ach, lekka w ruchu ramion,ach, lekka w odwróceniu głowy,królu, przy naszym pożegnaniu,królu, na stacji kolejowej.Królu, to błazen o tej porze,królu, położy się na torze.
Reszta
Ofelia odśpiewała szalone piosenkii wybiegła ze sceny zaniepokojona,czy suknia nie pomięła się, czy na ramionaspływały włosy tak, jak trzeba.Na domiar prawdziwego, brwi z czarnej rozpaczyzmywa i – jak rodzona Poloniusza córka –liście wyjęte z włosów liczy dla pewności.Ofelio, mnie i tobie niech Dania przebaczy:zginę w skrzydłach, przeżyję w praktycznych pazurkach.