
– Mógłbym ci wlepić mandat albo skierować sprawę do sędziego – rzucił z udaną surowością, wysiadając z samochodu.
– Co?
Tym razem nie miała swoich wielkich okularów. Jej brązowe oczy rozbłysły… strachem?
– Za co? – zapytała niepewnie. Zrobiła niezręcznie krok i potknęła się o krawężnik.
Jedynie błyskawiczna reakcja Jake'a ocaliła dziewczynę przed upadkiem na chodnik. Gdy tylko odzyskała równowagę, wyszarpnęła ramię i odwróciła się w popłochu.
Jezu Chryste! O co tu chodzi? Przecież poprzedniego wieczoru zachowywała się normalnie? Rozmawiała, śmiała się, bez śladu dzisiejszej płochliwości.
– Ja… zadałam ci pytanie – powiedziała przepełnionym napięciem, załamującym się głosem.
Zmieszany zmianą zachowania Sarah, Jake zapomniał, że domagała się wyjaśnień. Co, u diabła, takiego powiedział? Wysilił umysł i nagle sobie przypomniał. Ach, tak, mandat, sędzia…
– Ja tylko… – zaczął, lecz przerwała mu tonem, w którym wojowniczość mieszała się z niepokojem:
– Powiedziałeś, że przekażesz moją sprawę sędziemu. Jaką sprawę?
– Przechodzenia przez jezdnię w niedozwolonym miejscu – wyjaśnił, potrząsając głową, jakby chciał w ten sposób uporządkować myśli.
– Przez jezdnię! – wykrzyknęła. Teraz ją ogarnęło zdumienie.
– Żartowałem, Sarah. – Nie wiedział, czy powinien – się roześmiać, czy zakląć. – Przeszłaś przez ulicę w niedozwolonym miejscu.
– Ach, tak.
Strach i wojownicze nastawienie najwidoczniej opuściły dziewczynę. Jake poczuł ulgę, lecz nadal niczego nie rozumiał.
– Muszę się napić kawy – oświadczył. Otworzył drzwi baru i przytrzymał je, by Sarah mogła przejść. – A ty?
– Tak, ja też.
Powlokła się do drzwi.
Co ja tu robię? Dlaczego znów jestem z nim?
Sarah zajęła miejsce na ławce przy stoliku. Starannie układała książki i torebkę, żeby uniknąć badawczego spojrzenia policjanta.
