
– Tak – westchnął demonstracyjnie Jake. – Przepadam za pysznymi cheeseburgerami. Może nawet… może zmieniłbym zamówienie?
– Za późno – zaprotestował Dave. – Już zacząłem piec hot dogi.
Sarah pragnęła trzymać Jake'a na dystans, lecz nie była w stanie. Odegnała wprawdzie myśli o jakimś romansie, ale niezależnie od nich po prostu czuła się dobrze w jego towarzystwie. Dlaczego ten policjant musi być tak sympatyczny? Znów odczuwała przestrach, nie dawała jednak tego po sobie poznać.
– Zaraz cię znajdę i zaklepię – zawołał Jake, jak podczas zabawy w chowanego.
– Co? – Sarah otrząsnęła się z zamyślenia. – O co ci chodzi?
– Chowasz się przede mną tutaj – wyjaśnił Jake, wskazując palcem głowę.
– Och, po prostu myślałam…
– O mnie? – radośnie wpadł jej w słowo.
– Na pewno nie – skłamała i spróbowała aromatycznej, gorącej jeszcze kawy.
– Ach – westchnął rozczarowany. – Może o problemach ze studentami?
Sarah zakrztusiła się kawą. Wie? Muszę to sprawdzić. Z trudem panując nad głosem zapytała:
– O co ci chodzi?
Jake obrzucił ją zdziwionym spojrzeniem.
– O nic szczególnego. Wydawało mi się, że ze studentami zawsze są jakieś kłopoty. Czyżbym musiał wyjaśniać to tobie, wykładowcy? – dodał żartobliwie.
Ulga, jaką odczuła Sarah, musiała się odzwierciedlić na jej twarzy. Na szczęście uwagę Jake'a odwrócił Dave, który przyniósł właśnie dwa wspaniale pachnące hot dogi.
– Dwa Coney Island – obwieścił, stawiając talerz przed Jakiem. – Nie połknij ich jak wilk, [wolf – w j. ang. znaczy „wilk", jak również „połykać jak wilk"] Wolfe.
– Zaśmiewając się z własnego pomysłu gry słów, zawrócił w kierunku kontuaru.
– Uważaj, Dave – zawołał Jake. – Udławisz się ze śmiechu i nie dożyjesz pięćdziesiątki.
– Ha! – padła odpowiedź. – Już pół roku temu obchodziłem pięćdziesiąte urodziny! – Było oczywiste, że problem wieku nie spędza mu snu z powiek.
