
Jake zatopił białe, mocne zęby w hot dogu.
– Jezu, jaki dobry. Na pewno nie chcesz zjeść tego drugiego?
– Nie. – Sarah z uśmiechem pokręciła głową.
– Dziękuję. Wystarczy mi kawa.
– Czuję, że randka z tobą mnie nie zrujnuje – mruknął żartobliwie. – Wezmę to pod uwagę, zamawiając stolik w restauracji.
– Jaka randka? W jakiej restauracji? O co ci chodzi?
Jake napoczął drugiego hot doga. Zanim odpowiedział, wypił łyk kawy.
– O kolację. Muszę się zrewanżować.
– Nie, naprawdę nie – broniła się Sarah. Powtarzała w myślach, że nie może się już więcej widywać z tym człowiekiem.
– Dług jest długiem, panno Cummings – stwierdził Jake poważnym tonem. – Nakarmiłaś mnie, kiedy byłem głodny i przygarnęłaś, kiedy byłem samotny.
– W jego oczach zatańczyły wesołe ogniki. – Jestem ci coś winien.
To policjant, pomyślała Sarah. Glina. Nie mogę go widywać, chodzić z nim na randki. Cholera, jest zbyt atrakcyjny, zbyt miły.
– Co powiesz na dzisiejszy wieczór?
– Zgoda.
Zdumiała ją łatwość, z jaką wypowiedziała to słowo. Co się ze mną dzieje? Gdzie się podział mój instynkt samozachowawczy? Odpowiedź znalazła w oczach Jake'a.
– Świetnie. – Reakcja była natychmiastowa. – Masz jakieś szczególne upodobania? Jedzenie włoskie? Chińskie? Meksykańskie? Stek z ziemniakami?
Decyzja. Tak trudno ją podjąć. To coś nowego; zwykle jestem pewna siebie, myślała, wiem, czego chcę i umiem sprostać wyzwaniom. Chociaż… nie dotyczy to tamtych trzech studentów, a teraz także Jake'a.
Zdesperowana dziewczyna nie potrafiła podjąć żadnej decyzji.
– Wszystko mi jedno. Wybierz sam. Rodzaj kuchni i restaurację.
– Zgadzasz się na każdy lokal? – zapytał niewinnie.
– Każdy – potwierdziła bez zastanowienia. Spadł na nią jak jastrząb.
– A wiec spotkajmy się u mnie.
Wszędzie, byle nie tam. Sarah chciała zaprotestować, jednak Jake ją uprzedził:
