– Chcę się zrewanżować. Tym razem ja ugotuję coś dla ciebie.

Nie. Sarah powoli kręciła głową. Restauracja jest jeszcze do przyjęcia; wizyta w jego mieszkaniu nie.

Otworzyła usta, żeby stanowczo zaprotestować; znów nie zdążyła.

– Jestem niezłym kucharzem – oświadczył. – Obiecuję, że nie będziesz rozczarowana.

Właśnie tego się obawiała. Zostać z nim sam na sam i „nie być rozczarowaną". Nie ma mowy, pomyślała. Nie mogę do tego dopuścić.

– O której?

Uśmiech Jake'a roztopiłby górę lodową.

– Kończę służbę o piątej. A ty? O której będziesz wolna?

– Zwykle kończę zajęcia o trzeciej – odpowiedziała.

Wprost nie mogła uwierzyć, że przyjęła zaproszenie Jake'a. Pomimo to mówiła w dalszym ciągu:

– Jednak dziś jest piątek. W piątki mamy na wydziale zebrania; chyba nie zdołam wrócić do domu przed czwartą trzydzieści.

– Wpadnę po ciebie… powiedzmy o szóstej trzydzieści?

– Dobrze. Szósta trzydzieści mi odpowiada. – Gorączkowo szukała jakiegoś wyjścia, wreszcie uznała, że je znalazła:

– Nie musisz po mnie przyjeżdżać. Podaj mi swój adres. Na pewno trafię.

– Nie ma mowy. – Jake pokręcił głową. – Przyjadę po ciebie. To wprawdzie spokojne miasteczko, ale nie mogę pozwolić, żebyś błąkała się wieczorem po nie znanej ci dzielnicy.

Sarah czuła, że to trochę głupie, jednak troska Jake'a dała jej miłe poczucie bezpieczeństwa. Choć nie potrzebuję żadnej ochrony, dodała pospiesznie w myślach. Potrafię sama sobie ze wszystkim poradzić. Jednak to wspaniałe uczucie wiedzieć, że ktoś tak o mnie się troszczy. Nie bardzo wiedziała, co odpowiedzieć.

– No cóż, dobrze – odparła z pełną świadomością, że wpada w zastawione przez Jake'a sidła. – Skoro nalegasz…

– Tak, nalegam – odpowiedział z uśmiechem. – Jeszcze trochę kawy?

– Nie, dziękuję. Nawet tej nie dopiłam… – Urwała i spojrzała w panice na zegarek. – Boże, jak późno! – wykrzyknęła, zbierając w pośpiechu książki. – Za dwadzieścia minut mam zajęcia!



19 из 99