
„Sowa" zbierała jakieś swoje rzeczy. Zdjęła okulary, co potwierdziło przypuszczenia Jake'a. Była rzeczywiście piękna.
– Przecież i tak ją kiedyś poznam – mruknął. – Nie pamiętasz, że teren uczelni to mój rewir? Dlaczego trochę tego nie przyspieszyć?
Kobieta zbliżała się do nich. Jake wstrzymał oddech i spojrzał wymownie na Dave'a, który zrozumiał to spojrzenie i ukrytą w nim groźbę.
– Och, panno Cummings… – Dave zatrzymał ją, gdy przechodziła obok stołka sąsiadującego z tym, który zajmował Jake. – Czy poznała już pani miejscowego glinę?
– Glinę? – w głosie dziewczyny dał się słyszeć niepokój.
– Jake poczuł nieprzepartą chęć pogłaskania jej po twarzy, wypowiedzenia jakichś uspokajających słów. Westchnął. Dlaczego ten typ musi wypróbowywać właśnie na nim swoje wątpliwe poczucie humoru?
Dave usłyszał to westchnienie. Postanowił wyjaśnić sytuację.
– To jest, no, Jake Wolfe, z policji w Sprucewood. Pilnuje uczelni. – Uśmiechnął się łaskawie do stróża prawa. – Jake, to jest panna Cummings.
Jake skwitował uśmiech barmana wzruszeniem ramion, przybrał najbardziej czarujący wyraz twarzy, na jaki go było stać i zwrócił się do kobiety:
– Bardzo mi miło, panno Cummings – powiedział, wyciągając rękę.
Sarah Cummings wcale nie wyglądała na oczarowaną. Spojrzała na policjanta z rezerwą, niemal przestrachem. Podała mu jednak rękę, choć nie odwzajemniła uśmiechu. Zresztą cofnęła ją jak najszybciej, jakby dłoń policjanta ją parzyła. Hmm… Jake zmarszczył brwi. Sarah Cummings patrzyła na niego jak na wcielenie diabła. Miała taką minę, jakby chciała rzucić się do ucieczki. O co chodzi? pomyślał. Czy ona się mnie boi?
– Dave powiedział, że jest pani nowym wykładowcą historii – rzucił i zsunął się ze stołka, stając na drodze do drzwi.
– Ach, tak… tak, jestem.
Co, u diabła? Skąd ta nerwowość?
– Wie pani, to dziwne, że nie spotkaliśmy się wcześniej – zauważył obojętnym tonem, żeby nie zdradzić swej podejrzliwości. – Na pewno przyjechała pani niedawno?
