Obecnie zostały całkowicie wytępione.

— Nie całkiem — stwierdził przewodnik. — Jeden ze skauterów dokonywał zwiadu w lesie, w odległości dziewięciuset kilometrów stąd. W sektorze o koordynatach od S-233 do 482-W natknął się na stado trzech miraszów, z których każdy był bykiem, a zatem wszystkie nadawały się do odstrzału. Chcę, Drog, żebyś je wyśledził i podkradł się do nich, wykorzystując swoją znajomość lasu i gór. Potem zaś masz zdobyć i dostarczyć skórę jednego z miraszów, posługując się jedynie narzędziami i metodami, stosowanymi przez naszych przodków. Czy sądzisz, że jesteś w stanie to zrobić?

— Wiem, że tak, sir!

— Ruszaj więc natychmiast — rozkazał przewodnik. — Gdy wrócisz, przymocujemy skórę do drzewca naszej flagi. Niewątpliwie doczekamy się za to pochwały na zlocie.

— Tak, sir! — odrzekł Drog; pospiesznie zgromadził ekwipunek, napełnił menażkę płynem, zapakował sobie suchy prowiant, po czym wyruszył w drogę.


W niewiele minut później przylewitował do ramowego obszaru o koordynatach S-233 — 482-W. Była to dzika i romantyczna kraina wyszczerbionych skał i karłowatych drzew, gęstych zarośli pieniących się w dolinach, pokrytych śniegiem górskich szczytów. Drog rozejrzał się dookoła, nieco zaniepokojony.

W pewnym stopniu bowiem okłamał przewodnika patrolu.

Rzeczy miały się tak, że nie był szczególnie biegły w znajomości lasu i gór, polowaniu czy tropieniu. Właściwie nie potrafił nic oprócz snucia marzeń przez długie godziny, wśród chmur, na wysokości tysiąca pięciuset metrów. A co będzie, jeśli nie uda mu się odnaleźć mirasza? Co będzie, jeśli mirasz wcześniej znajdzie jego?

Ale coś takiego nie ma prawa się zdarzyć, upewniał sam siebie Drog. W razie konieczności może się przecież zdestabilizować. Kto będzie wiedział, że użył tego niedozwolonego chwytu?



3 из 16