Nie chciała odwracać się i patrzeć na dzieci. Wyglądały tak nędznie, że ich widok sprawiał jej ból. Sukienka Sol była za mała. Dag miał na sobie spodnie i kurtkę przerobione z jej starej sukni. Obie części odzienia zdradzały, że kiepska z niej krawcowa. Zgrzebna sukienka Liv, uszyta ze spodni Tengela, to nieforemne okrycie, z którego wyśmiewały się sąsiadki… Silje myśląc o tym skuliła się na ławce.

Zarzucili sieci i kierowali się w stronę lądu. Letni wieczór był ciepły, zabrali więc ze sobą dzieci. Cała trójka uwielbiała podobne wyprawy i uważała pływanie łodzią za coś najprzyjemniejszego na świecie.

Oczy Silje ślizgały się po górach, które ze wszystkich stron otaczały Dolinę Ludzi Lodu. Teraz leżały skąpane w czerwonozłotym blasku zachodzącego słońca. Jej spojrzenie zatrzymało się na przełęczy między dwoma wierzchołkami.

– Wiesz, Tengelu, często myślałam, że chyba można przejść tamtędy na drugą stronę.

Przestał wiosłować i spojrzał na góry.

– Owszem, w marzeniach. Było nawet kilku, którym się udało. Jednak nie namawiałbym do tego. Po drugiej stronie wychodzi się na lodowiec. Trzeba się solidnie namęczyć, żeby dotrzeć do bardziej przyjaznych szlaków.

– Szedłeś więc tamtędy?

– Tak, kiedyś dawno temu. I obiecałem sobie, że nigdy więcej tego nie uczynię.

Łódź uderzyła o brzeg i dzieci, wszystkie naraz, usiłowały z niej wyskoczyć.

– Spokój! – rzucił Tengel stanowczo. Nic więcej nie musiał dodawać. Potrafił utrzymać autorytet i narzucić niezwykłą dyscyplinę. Dyscyplinę pełną życzliwości i miłości. Silje czuła, że dzieci go uwielbiają.

W drodze do domu każdy musiał coś nieść. Maluchy już dawno zrozumiały, że aby przeżyć, wszyscy muszą wypełniać swoje obowiązki. Tengel wziął Liv na barana, ponieważ jej nóżki zmęczyły się już pokonywaniem drogi wśród płożących się krzewów jałowca. Sol i Dag szli po obu stronach Silje.



2 из 177