
Sol była zamyślona. Jej bystra twarzyczka, otoczona ciemnymi lokami, miała wyraz skupienia i powagi.
– Słuchaj, dlaczego ja nazywam cię Silje, a Dag i Liv mówią „mamo”?
Silje wzięła ją za rękę.
– To długa historia. Zawsze nazywałaś mnie Silje.
Dzieci spojrzały na nią wyczekująco.
Sol, otworzywszy szeroko oczy ze zdziwienia, powiedziała:
– Dzieci dzisiaj nazwały mnie i Daga bękartami. O co im chodziło?
Silje zrobiło się zimno. Szybko się jednak pozbierała.
– Naprawdę? Nie miały żadnego prawa. – Zatrzymała się. Myślę, że jesteście już wystarczająco duzi, by usłyszeć tę historię – zadecydowała. Masz przecież siedem lat, Sol, a Dag prawie pięć. Tylko Liv jest jeszcze za mała, by cokolwiek zrozumieć, ma dopiero trzy lata. Tengelu! – zawołała.
Przystanął. Byli na terenie swojego gospodarstwa, na łące nie opodal domu.
– Dzieci nazwano bękartami.
– Co?
– Tak, i chcą usłyszeć dzieje swojego życia – powiedziała Silje zagniewana, ale jednocześnie podekscytowana. – Czy możesz zająć się Liv, a ja w tym czasie porozmawiam z Sol i Dagiem? Chyba zgadzasz się ze mną, że powinnam to teraz zrobić?
Tengel zawahał się i przyjrzał się im uważnie.
– Tak będzie chyba najlepiej – stwierdził w końcu. – Przyjdę, kiedy położę małą spać. Nie, żadnych protestów, Liv. Jesteś tak zmęczona, że oczy same ci się zamykają.
Usiedli przy strumieniu na starych balach służących do chłodzenia mleka, gdzie szumiała i pluskała woda. Silje zaczęła snuć opowieść zasłuchanym dzieciom.
– Muszę najpierw się przyznać, że nie jestem twoją prawdziwą matką, Sol. Ani też twoją, Dagu. Tylko Liv jest moją córką. Mam jednak nadzieję, że to nic nie zmienia? – zapytała z obawą. – Naprawdę starałam się, by nie brakowało wam waszych prawdziwych matek, i kocham was równie mocno jak moją prawdziwą córkę Liv. Ojciec też.
