– Właśnie. Wiesz, Sol, jeśli chcesz, możesz nas nazywać matką i ojcem. Czujemy się naprawdę twoimi rodzicami i chętnie nimi zostaniemy.

Dziewczynka zastanowiła się.

– Oczywiście mogłabym. – Kiwnęła głową z powagą. – Ale myślę, że byłoby to dziwne teraz, kiedy przyzwyczaiłam się już mówić do was po imieniu.

– Rozumiem. Ty i ja do tej pory potrafiłyśmy rozmawiać ze sobą jak przyjaciółki. Zawsze byłaś dla mnie dużą pomocą.

Sol szybko usiadła jej na kolanach i obdarzyła serdecznym uściskiem. Silje uśmiechnęła się do Tengela. Zostali zaakceptowani jako rodzice.

Dag siedział poważny i zamyślony. Jego pociągła twarzyczka była tak typowo arystokratyczna, że aż groteskowa.

– Czy moja matka mnie szuka? – zapytał cicho.

To było trudne pytanie. Odpowiedział na nie Tengel.

– Nic nam o tym nie wiadomo. Wiemy tylko, że na twoim odzieniu była korona baronowska. Dlatego przypuszczamy, że jesteś małym baronem. Staraliśmy się odnaleźć twoją matkę, Dagu, ale sądzę, że ona już nie żyje.

– Czy umarła w czasie zarazy?

– Prawdopodobnie tak. Na pewno dlatego cię straciła. Twój ojciec w każdym razie nie żyje.

Najlepiej tak właśnie powiedzieć. Wszystko przemawiało za tym, że matka Daga była niezamężna, a on sam stanowił owoc jakiegoś bardzo przypadkowego związku. Dag zdawał się być uspokojony wyjaśnieniem Tengela.

– Moi prawdziwi rodzice nie żyją – oznajmił dostojnie.

– Moi też – powiedziała Sol, której udało się nawet uronić łezkę, ale tylko dlatego, że podobała jej się rola nieszczęśliwej.

– Mam nadzieję, że zostaniecie z nami? – cicho zapytała Silje z obawą w głosie.

Obydwoje uroczyście skinęli głowami.

– W domach innych dzieci dorośli kłócą się cały czas – stwierdził Dag, po swojemu cedząc słowa prawie jak dorosły. – Tak jakby się nie lubili. A wy do siebie nigdy się tak nie odnosicie. Chyba się szaju… szajn…



8 из 177