
– A potem, kiedy szliśmy już we troje, oczywiście ja niosłam Daga, i nie wiedzieliśmy, co mamy zrobić, nagle pojawił się Tengel. Nikt z nas nigdy przedtem go nie widział.
Przez ciało Silje, przeżywającej na nowo tę historię, przebiegł dreszcz. Pierwsze spotkanie z Tengelem. Szubienice, kat, smród z ogniska, na którym palono zwłoki… Szybko odsunęła od siebie okropne wspomnienia.
– Tengel zajął się nami – powiedziała ciepłym głosem. – Dał wszystko, czego nam było potrzeba, a potem byliśmy już razem jak rodzina. Cała czwórka.
Tengel uśmiechnął się ze smutkiem. Nic nie rzekł o swojej dużo głębszej samotności. Ich samotność była jakby zewnętrzna, widoczna, jego objawiała się głębokim bólem w piersi. Zawsze oddzielała go od ludzi złowroga przepaść, miał pełną świadomość, że wszyscy się od niego odsuwają. O spotkaniu z Silje i Sol myślał z bólem. Pamiętał, że obydwie cofnęły się na widok jego ogromnej, budzącej grozę sylwetki. Często mówił, jak trudno mu było zapomnieć o tym spotkaniu. Jak w samotności wyobrażał sobie ufne oczy Silje, jak bardzo go pociągała, jak chciał ochronić jej niewinność. Czy tylko po to, by samemu ją później zbrukać? Nie, był niesprawiedliwy wobec siebie. Chciał jej strzec naprawdę, wcale nie dla siebie. Kiedy jednak, ku swemu radosnemu zdziwieniu, odkrył, że on też ją pociąga, opadł z niego pancerz.
Och, cóż za przedziwny był to czas, przepełniony tęsknotą, bólem i nadzieją! Obydwoje sprawdzali się, badali, aż wreszcie upewnili się co do wzajemnych uczuć. I ten dar otrzymał on, skazany na życie z dala od kobiet! Jakże mógł więc oprzeć się Silje?
Znów wsłuchał się w jej słowa. Wszystkie myśli przemknęły mu przez głowę tak prędko, że nie stracił nic z rozmowy.
Silje mówiła:
– A potem przyszła na świat Liv. To chyba pamiętasz, Sol? – Tak, to było wtedy, kiedy tak chorowałaś.
