Nhumrod usiadł obok niego.

— Słuchaj mnie uważnie, Brutho — rzekł. — Wiesz, co spotyka ludzi, którzy głoszą kłamstwa, prawda?

Brutha zaczerwienił się i kiwnął głową.

— Doskonale. A teraz opowiedz mi o tych głosach. Brutha zmiął w palcach brzeg szaty.

— To był raczej jeden głos, mistrzu — wyznał.

— …raczej jeden głos — powtórzył Nhumrod. — A co ten głos mówił? Hm?

Brutha zawahał się. Właściwie, kiedy się zastanowić, to głos w ogóle niewiele powiedział. Po prostu mówił. Ale rozmowa z bratem Nhumrodem nigdy nie była łatwa. Miał on irytujący zwyczaj zerkania z ukosa na usta mówiącego i powtarzania ostatnich słów praktycznie w chwili, kiedy zostały wypowiedziane. I przez cały czas dotykał różnych rzeczy: ścian, mebli, ludzi… Jakby się bał, że cały wszechświat zniknie, jeśli nie będzie na niego uważał. A jego nerwowe tiki były tak liczne, że musiały ustawiać się w kolejce. Brat Nhumrod był całkiem normalny jak na kogoś, kto przeżył pięćdziesiąt lat w Cytadeli.

— No więc… — zaczął Brutha.

Brat Nhumrod uniósł szczupłą dłoń. Brutha widział błękitne żyłki pod jego skórą.

— Z pewnością wiesz, że istnieją dwa rodzaje głosów, które można usłyszeć duchowo. — Brew przewodnika nowicjuszy zadrgała gwałtownie.

— Tak — zapewnił pokornie Brutha. — Brat Murduck nam mówił.

— …nam mówił. Tak. Gdy czasem w swej nieskończonej mądrości uzna to za stosowne, Bóg sam przemawia do wybrańca, który zostaje potem wielkim prorokiem. Jestem pewien, że nie uważasz się za takiego. Hm?

— Nie, mistrzu.

— …mistrzu. Ale są też inne. — W głosie brata Nhumroda pojawiło się lekkie drżenie. — Mamiące, kuszące, przekonujące. Tak? Głosy, które tylko czekają, by nas zaskoczyć. Zgadza się?

Brutha odetchnął cicho. Wiedział już, na czym stoi.

Wszyscy nowicjusze znali tego rodzaju głosy.



7 из 280