
Feerman łapczywie chwycił paczkę listów i szybko je przejrzał.
— Nie napisała — wyrwało mu się.
— Bardzo mi przykro — powiedział robot.
— Bardzo ci przykro? — Feerman spojrzał z ciekawością na maszynę. — Dlaczego?
— Interesuję się pańskim samopoczuciem — wyjaśnił robot. — Zupełnie jak Speed, oczywiście zachowując proporcje. List od pani Feerman poprawiłby pański nastrój. Żałujemy, że nie napisała.
Speed szczeknął cicho i przekrzywił łeb.
Sympatia maszyny i litość zwierzęcia — pomyślał Feerman. Był im jednak wdzięczny.
— Nie mogę mieć do niej żalu — powiedział. — Nie mogłem żądać, by ze mną została.
Czekał w nadziei, że robot powie, iż ona wróci, że wszystko się ułoży. Ale robot milczał, Speed też.
Feerman znowu przejrzał pocztę: było tam kilka rachunków, prospekt i mały sztywny list. Adres na odwrocie był adresem Akademii. Feerman otworzył go szybko. Była to kartka ze słowami:
Drogi panie Feerman, pańskie podanie o przyjęcie zostało rozpatrzone pozytywnie. Będziemy szczęśliwi przyjmując pana w obojętnym terminie. Łaczymy wyrazy szacunku. Dyrekcja.
Feerman zerknął na kartkę. Nigdy nie pisał podania o przyjęcie do Akademii. Była to ostatnia rzecz na świecie, którą chciałby zrobić.
Feerman obracał kartkę w ręce. Wiedział o istnieniu Akademii. Trudno było o niej nie słyszeć, skoro tę obecność odczuwało się w każdej chwili. Ale w gruncie rzeczy niewiele wiedział o tej ważnej instytucji. Zastanawiająco mało…
— Co to jest Akademia? — zapytał.
— Wielki szary gmach na południowym zachodzie miasta łatwo dostępny środkami miejskiej komunikacji odrzekł robot.
— Ale co to jest?
— Publiczny ośrodek terapii dostępny każdemu na zwykłą prośbę pisemną lub ustną — powiedział robot. — Jednocześnie Akademia jest rozwiązaniem dostępnym dla tych, których stan dochodzi do czerwonej kreski i którzy pragną uniknąć interwencji chirurgicznych.
