
— Różni służą u nas w straży, Clarence — oświadczył Vimes. — I wszyscy są nam wściekle potrzebni zwłaszcza teraz, kiedy Borogravianie i Zlobeńcy tłuką się na ulicy z powodu jakiejś durnej kłótni sprzed tysiąca lat. Są gorsi niż krasnoludy i trolle! Wszystko dlatego, że czyjaś pra-do-umptej-potęgi babka dała w twarz czyjemuś pra-jak-wyżej wujowi! Borogravia i Zlobenia nie mogą się nawet dogadać co do wspólnej granicy. Wybrały sobie rzekę, która co wiosnę zmienia koryto. I nagle wieże sekarowe znajdują się na borograviańskim gruncie, a przynajmniej błocie, więc ci idioci palą je z powodów religijnych!
— Ehm… Tu chodzi o coś więcej, sir — zauważył Buziak.
— Tak, wiem. Znam historię. Ta doroczna bójka ze Zlobenią to tylko lokalne derby. Borogravia walczy ze wszystkimi. Dlaczego?
— Duma narodowa, sir.
— Z czego? Przecież tutaj nic nie ma! Mają parę kopalni tłuszczu i są niezłymi farmerami, ale trudno tu znaleźć przykłady wspaniałej architektury, wielkie biblioteki, słynnych kompozytorów, jakieś bardzo wysokie góry czy wspaniałe krajobrazy. Jedyne, co można o tym miejscu powiedzieć, to że nie jest żadnym innym. Co Borogravia ma takiego specjalnego?
— Wydaje się, że jest specjalna, bo jest ich. Oczywiście, sir, nie można też zapominać o Nugganie. To ich bóg. Przyniosłem panu „Księgi Nuggana”.
— Przejrzałem ją sobie w mieście, Clarence. Wydaje się dość głu…
— To nie było najnowsze wydanie, sir. A podejrzewam, że tak daleko stąd nie mogło być zbyt hm… aktualne. Tutaj mam bardziej bieżące. — Buziak położył na biurku niedużą, ale grubą książeczkę.
— Aktualne? Co to znaczy: aktualne? — zdziwił się Vimes. — Pismo święte jest… spisane. To rób, tego nie rób, nie pożądaj wołu bliźniego…
— Ehm… Nuggan na tym nie poprzestaje. On no… aktualizuje nakazy. Głównie Obrzydliwości, prawdę mówiąc.
