Włócznie i strzały nie były w stanie zabić występujących w nim wielkich murgu. Mogła to uczynić jedynie trucizna Yilanè. Zostały im tylko trzy hèsotsany, jeden zginął, utopiony przypadkowo. Nie mogli zapewnić sobie nowych. Co się stanie, gdy utracą pozostałe? Za wcześnie, by się tym martwić, na razie żyją. Kerrick odsunął od siebie ponurą myśl. Lepiej cieszyć się na polowanie i piekące się w ognisku smaczne mięso.

Szli w milczeniu leśną ścieżką — jeszcze ciszej, gdy Ortnar dotknął ustami drzewca włóczni. Pod drzewami, gdzie nie docierał wiatr, było gorąco; ociekali potem. Ortnar wskazał na drzewo z wielką dziuplą, zwieńczone grubymi konarami.

— Tam — szepnął — widać otwór nory. — Pękaty kształt przemknął pod gałęziami, a Arnwheet chichotał z podniecenia, nim nie uciszył go ostry gest Ortnara.

Niełatwo jednak było upolować któreś z tych stworzeń. Pędziły szybko po konarach i znikały wśród liści, czepiając się zręcznie pazurami i ruchliwymi ogonami. Wystrzelone strzały chybiły. Ortnar ostro ocenił ich celność. Kerrick stał z boku, zerkając czasem na polowanie, lecz bardziej zważając na okoliczną puszczę i niebezpieczeństwa mogące się w niej kryć.

Wreszcie obaj chłopcy wspięli się na drzewo i zaczęli łukami walić w pień. Gdy po konarze ruszyła ciemna postać, groźna włócznia Ortnara szybko ją ubiła. Przebita bansemnilla skrzeknęła krótko i spadła w krzewy, skąd wyciągnęli ją krzyczący radośnie chłopcy. Kerrick podziwiał tłustość martwego ciała, a Ortnar mruczał o niepotrzebnym hałasie. Do obozu nad jeziorem wracali gęsiego, chłopcy nieśli zwierzynę przywiązaną do kija.

Gdy wynurzali się spośród drzew, Ortnar w nagłym ostrzeżeniu pchnął włócznię w niebo. Stanęli jak wryci. Przez szum liści nad głowami dobiegł ich stłumiony krzyk.

— Armun! — krzyknął Kerrick, ruszając biegiem. Wzywana wyszła z namiotu, trzymając włócznię w jednej ręce, a drugą otaczając obronnym ruchem łkającą dziewczynę.



12 из 300