
— Zamierzam wgłębić się bardziej w Osiem Zasad Ugunenapsy, ponieważ ty, Ambalasei, ukazałaś mi, że w nich tkwi rozwiązanie naszych kłopotów.
— Naprawdę? Mam nadzieję. Ale radzę ci wgłębiać się szybciej, ponieważ nawet moja szeroko znana cierpliwość ma swoje granice. Beze mnie miasto zginie, a wasze nie kończące się spory zaczynają mnie nużyć. Rozwiążcie je wreszcie!
— Uczynimy to. Ofiaruj nam jeszcze trochę cierpliwości, z której jesteś tak dobrze znana.
Ambalasei zamknęła oczy, gdy tylko Enge skończyła mówić, nie zobaczyła więc ruchów jej ciała, które pokazywały, co wiedziano o jej cierpliwości. Enge odeszła powoli, szukając odosobnienia, w którym mogłaby rozważać budzące się w niej objawienie. Gdy jednak weszła na ocieniony przez drzewa chodnik, spotkała tę, którą najmniej pragnęła w tej chwili widzieć. Była to jednak niegrzeczna, samolubna myśl. Jeśli ta Córa jest kłótliwa, to tylko dlatego, że szuka prawdy.
— Witam cię, Far‹, i pytam, dlaczego chcesz ze mną mówić?
Far‹ ostatnio jeszcze bardziej schudła; pod skórą sterczały jej obręcze żeber. Jadła niewiele, dużo rozmyślała. Teraz splatała kciuki w tłumionej emocji. Miała trudności z wyrażaniem swych myśli, a jej wielkie oczy zwiększyły się jeszcze bardziej z wysiłku.
— Borykam się… z tymi słowami, moimi myślami i naukami Ugunenapsy. I znajduję w tym sprzeczności. Potrzebuję wskazówek, pomocy.
— Otrzymasz ją. Co cię trapi?
— Twoje polecenie słuchania Ambalasei, jakby była naszą eistaą. Robimy to, choć przyjmując zasady Ugunenapsy, odrzuciłyśmy władzę eistai.
— Zapomniałaś, że jest tak tylko do czasu wyrośnięcia miasta. Bez miasta nie możemy żyć i inne działanie byłoby sprzeczne z życiem.
— Tak — ale miasto już urosło. Nic mu już nie brakuje, a w takim razie nadszedł kres naszego posłuszeństwa. Uważam, wraz z wieloma spośród tych, z którymi rozmawiałam, że pora z tym skończyć…
